Translate

poniedziałek, 12 maja 2014

"U-Kiss Me" part XIII

- Powinieneś sobie zacząć szukać mieszkania. - Zwróciłam się do KyuWona, kiedy ten siedział przy stole i jadł śniadanie czytając przy tym gazetę. - Nie możesz wziąć żadnej pożyczki ani kredytu? - Usiadłam na przeciwko niego popijając gorącą herbatę z cytryną.
- Spokojnie. Niedługo sobie coś znajdę. - Odparł składając gazetę i zerknął na mnie. - Muszę tylko trochę zarobić. To znaczy... poczekać na wypłatę. 
- A może pogodzisz się ze swoją dziewczyną? Przeproś, powiedź, że jest ci przykro i że to się nigdy nie powtórzy, wręcz bukiet kwiatów i załatwione. - Powiedziałam patrząc na swojego szefa. Nie chciałam go wyrzucać, ale no... będę szczera, że chciałam z powrotem mieć mieszkanie dla siebie. Mężczyzna spojrzał na mnie nieco zdziwiony.
- Myślisz, że to takie łatwe? - Zapytał wracając do jedzenia śniadania.
- To zależy, dlaczego cię wyrzuciła. Co przeskrobałeś? - Zaciekawiona wpatrywałam się w niego. Co prawda tylko ten jeden aspekt jego życia mnie interesował. W końcu ludzie z błahych powodów potrafili się pokłócić. A może jego dziewczyna wyolbrzymiła całą sprawę i za nic tak naprawdę wyrzuciła Kyu.
Mężczyzna westchnął ciężko milcząc przez chwilę. Jakby walczył czy zdradzić mi fakt czy zatrzymać jednak dla siebie. W końcu zdobył się na odwagę.
- Dowiedziała się, że skorzystałem z usługi rozrywkowej dla dorosłych. - Powiedział cicho, jakby nieco speszony. Nie patrzył na mnie tylko na swój pusty już talerz. Słysząc to o mało się nie udławiłam. Kaszlałam przez chwilę patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Chwila...! Masz na myśli, że przespałeś się z prostytutką? - Zapytałam wytrzeszczając na niego oczy.
- No... tak. W końcu nie chciałem wyjść na gorszego! - Odparł z lekkim oburzeniem, jakby chciał się usprawiedliwić, dlaczego to zrobił.
- Na gorszego? Czekaj, bo trochę nie rozumiem. Założyłeś się z kimś? - Uniosłam lekko brwi.
- Nie do końca. Wiesz... u nas są wypady firmowe samych mężczyzn przede wszystkim, bo mało kobiet u nas pracuje. Więc poszliśmy do agencji towarzyskiej i tak... no wyszło. Trochę wypiłem i chciałem pokazać, że nie jestem gorszy od reszty. Skoro inni też korzystali to, co ja miałem zrobić? 
Westchnęłam cicho opierając brodę na swojej dłoni.
- Najlepiej puknąć się w czoło i powiedzieć "nie". Tak zwyczajnie. Wiesz, to nic nie boli. - Powiedziałam z sarkazmem. - I będąc z tobą szczera... na miejscu twojej dziewczyny to bym cię przez balkon wyrzuciła. Jak mogłeś jej to zrobić?
- Ale u nas to normalne. Każdy z tego korzysta! - Obruszył się patrząc na mnie. Jego spojrzenie mówiło "to nie moja wina" oraz "zmuszono mnie".
- To lepiej zbieraj pieniądze i szukaj mieszkania. Wątpię by ci wybaczyła. - Wypiłam do końca herbatę i wstawiłam kubek do zlewu.
- Dzięki... - Mruknął mężczyzna z ponurą miną. Co miałam zrobić? Okłamywać go i budzić w nim złudne nadzieje, że jednak jego dziewczyna mu wybaczy? To raczej nie w moim stylu.
Ponieważ było jeszcze przed dziewiątą a obiecałam odwiedzić Eliego przed pracą, przygotowałam dla niego trochę owoców oraz nieco słodkości. Taksówką udałam się do szpitala i od razu ruszyłam do pokoju rapera. Niedługo miał wyjść ze szpitala, co bardzo mnie cieszyło, że wracał już do zdrowia.
Zapukałam do drzwi i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, po prostu weszłam do sali. Blondyn leżał w łóżku a widząc mnie uśmiechnął się przyjaźnie.
- Annyeong! To znowu ja. - Przywitałam go z uśmiechem.
- O nie! Dalej mnie prześladujesz! - Zażartował Eli, na co lekko uderzyłam go w ramię.
- Yah! Tak witasz gości?! Jesteś niemiły. - Zaśmiałam się stawiając reklamówkę z jedzeniem na szafce obok jego łóżka.
- I tak mnie lubisz. - Obdarzył mnie szerokim uśmiechem i zerknął, co przyniosłam mu tym razem.
- Jaki pewny siebie... - Mruknęłam rozbawiona. - Jak się w ogóle czujesz? Lepiej? - Zapytałam troskliwie.
- Dzisiaj już mnie wypisują. Będę mógł wrócić do zespołu. - Odparł tryskając wręcz radością. Chociaż byłam ciekawa czy cieszy się, że może już wyjść i nie męczyć się w tym szpitalu czy raczej z tego, że wróci do tej ciężkiej pracy i przygotowań do kolejnych występów.
- Cieszę się. SooHyun pewnie nieźle da ci wycisk za tą nieobecność.
- Pewnie tak. - Zaśmiał się cicho wpatrując się we mnie, co zaczynało mnie nieco krępować. Dlaczego po nawet krótkim czasie jakakolwiek rozmowa z chłopakiem sprawiała, że czułam się... nieswojo? Albo po prostu to przez to, że Eli jednak był przystojnym Koreańczykiem. Nie...! To po prostu przez to, że to facet! I przez to, że byliśmy sami w pokoju.
- Spróbuj się oszczędzać jak wrócisz do treningów. Obiecujesz? Przynajmniej na początku. - Powiedziałam patrząc mu w oczy z troską. Wciąż się martwiłam o jego stan zdrowia. Tym bardziej znając ich napięty grafik i te wyczerpujące treningi.
- Spróbuje. To ci mogę obiecać. - Odparł podnosząc się do siadu. - Już mam dosyć leżenia w szpitalu. - Westchnął ciężko.
- Domyślam się. - Poprawiłam mu włosy by nie wpadały do jego oczu. Taki już nawyk. Przez chwilę zamyśliłam się wracając pamięcią do tych czasów, kiedy pewnej osobie tak samo musiałam odgarniać kosmyki z czoła. Również miał blond włosy. Miałam słabość do blondynów. Aż uśmiechnęłam się sama do siebie przypominając sobie jego reakcję, kiedy mu o tym powiedziałam. Śmiał się ze mnie.
Eli Kim
- Temari...? 
- Huh..? - Oprzytomniałam i zorientowałam się, że trzymam dłoń przy czole Eliego. Raper patrzył na mnie badawczo.
- Zamyśliłaś się.
- Ah...przepraszam. - Uśmiechnęłam się delikatnie i przepraszająco. Tak szybko się zapomniałam...
- O czym myślałaś? - Zapytał przechylając nieco głowę na bok. Spojrzałam mu w oczy. Tak bardzo się różniły od tych szarych, w które kiedyś mogłam wpatrywać się bez końca.
- O niczym ważnym. - Machnęłam lekko ręką. Nie chciałam wracać do tego, co było kiedyś. Bałam się, że w pewnym momencie zacznę przy nim płakać. I wyleje cały żal z siebie. A tego nie chciałam, Nie chciałam wracać do przeszłości. Chciałam o niej zapomnieć. Nic więcej. - Mianhae. O której wychodzisz ze szpitala?
- O czternastej. Chcą zrobić mi jeszcze badania. Tak dla sprawdzenia. A potem wrócę do dormu. - Odparł wciąż mi się przyglądając badawczo. Dlaczego musiał mieć takie duże piękne oczy...?
- Annyeong! - Zawołał ktoś otwierając drzwi do pokoju. Szybko zabrałam rękę, która jeszcze przed chwilą nadal odgarniała Eliemu włosy. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam Kevina, Kiseopa oraz Hoona. Kevin przyniósł ze sobą trzy balony nadmuchane helem. - Nie przeszkadzamy?
- Nie. Ratujecie mi życie. Temari właśnie chciała mnie udusić. - Zażartował raper zerkając na mnie zasłaniając się już rękoma, aby tylko mu się nie oberwało.
- Pewnie, że tak! Za to, że jesteś taki niemiły dla mnie! - Zmrużyłam oczy łypiąc na niego groźnie przez chwilę. - W sumie... Może jednak powinnam cię udusić. - Zaśmiałam się cicho siadając na skraju łóżka.
- Yah! I kto tu jest teraz niemiły? - Zapytał blondyn.
- Wciąż ty! - Zachichotałam patrząc na niego z rozbawieniem. Chłopak pokręcił lekko głową uśmiechając się delikatnie. Kiedy się śmialiśmy przestałam się krępować. Cała moja nieśmiałość po prostu gdzieś znikała.
- Manager cię dzisiaj odbierze. - Wtrącił Kevin uśmiechając się delikatnie i patrząc na swojego kumpla.
- Jutro mamy przed sobą dwa występy w show. SooHyun się pyta czy dasz radę? - Zapytał Hoon siadając po drugiej stronie łóżka i wpatrując się w blondyna.
- Tak, dam radę. - Odparł Eli z delikatnym uśmiechem. - Daj balona. - Zwrócił się do Kevina, który zaraz mu go podał. - Macie nożyczki?
- Co chcesz zrobić? - Zapytałam z zaciekawieniem obserwując go uważnie po tym jak wyciągnęłam z torby swoje nożyczki, które zawsze nosiłam przy sobie i podałam mu je.
- Zobaczysz. - Blondyn zrobił niewielką dziurkę w balonie zaraz przytykając usta i zaciągnął się. Po chwili ręką ścisnął by hel się nie wydostał i przemówił śmiesznym głosem niczym jak jedna wiewiórka z "Alvin i wiewiórki". - Haha! Kiedy już będę mógł wyjść z tego szpitala?
Wybuchnęliśmy śmiechem słysząc jego głos. Po chwili znów zaczerpnął trochę helu i zaczął śpiewać "Gwiyomi song" robiąc przy tym słodkie minki oczywiście pomagając sobie przy tym dłońmi.

~ ildeohagi ileun gwiyomi
ideohagi ineun gwiyomi
samdeohagi sameun gwiyomi
gwigwi gwiyomi gwigwi gwiyomi
sadeohagi sado gwiyomi
odeohagi odo gwiyomi
yukdeohagi yugeun jjokjjokjjokjjokjjokjjok gwiyomi nan gwiyomi ~

(tłumaczenie:
1 plus 1 gwiyomi!
2 plus 2 gwiyomi!
3 plus 3 gwiyomi!
Gwigwi gwiyomi gwigwi gwiyomi
4 plus 4 gwiyomi!
5 plus 5 gwiyomi!
6 plus 6 cmok cmok cmok cmok cmok cmok gwiyomi! Jestem gwiyomi!

Wszyscy patrzyliśmy na Eliego i śmialiśmy się z naszego Gołębia, który podrapał się po nosie mając na ustach szeroki uśmiech.
- To było śliczne. - Zaśmiałam się i delikatnie poklepałam go po głowie. - Uroczy Pigeon. Takiej wersji jeszcze nie widziałam.
Może ty też powinnaś zaśpiewać "Gwiyomi song"? - Zaproponował Kevin patrząc na mnie.
- Nie, nie, nie! - Pokręciłam przecząco głową. - Ja nie znam ani tekstu ani tej gestykulacji. - Poza tym nie mam zamiaru robić czegoś, co by zrobiło ze mnie słodką dziewczynkę, dodałam w myślach.
- To trzeba cię może nauczyć. - Uśmiechnął się do mnie Hoon.
- Nie, naprawdę nie trzeba. - Zerknęłam na zegarek i westchnęłam cicho. - Wybaczcie, ale muszę już iść. Praca wzywa...
Chłopcy spojrzeli na mnie z delikatnymi uśmiechami, chociaż widać było, że Eli był jakby... nieco smutny z tego powodu.
- Dziękuje, że przyszłaś. - Powiedział patrząc na mnie.
- Nie ma za co. Tylko masz mi zdrowieć i pamiętaj o oszczędzaniu się. - Przytuliłam go lekko na pożegnanie, potem Kiseopa, Kevina a na koniec Hoona, po czym nieco się skłoniłam i wyszłam z pokoju.
Gdybym tylko mogła dłużej bym z nimi posiedziała, ale niestety... co zrobić, kiedy trzeba pracować? A punktualność u mnie była bardzo ważna. Nie lubiłam się nigdzie spóźniać. Miałam wtedy wrażenie, że dużo rzeczy mnie ominęło.
Zdziwiłam się, kiedy wychodząc ze szpitala wpadłam na SooHyuna.
- Oh, mianhae. - Spojrzałam na starszego i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Temari. Miło wpaść na ciebie. - Uśmiechnął się przepuszczając mnie w drzwiach. - Wracasz od Eliego?
- Hai. Ma się już lepiej. Dzisiaj go wypisują. - Odparłam chociaż zapewne lider zespołu już dobrze o tym wiedział.
- To dobrze. Temari... - Zaczął niepewnie. Hm... Czyżby coś się święciło? Patrzyłam na niego w oczekiwaniu, kiedy w końcu wykrztusi z siebie to, co ma mi do powiedzenia. - Mam wieczorem wolne może... moglibyśmy gdzieś razem pójść? Chyba, że masz już jakieś inne plany.
Patrzyłam na niego ukrywając swoje zdziwienie.
- Ehm... nie. To znaczy, tak! To znaczy... nie mam planów, więc okay. Z chęcią się z tobą spotkam wieczorem. - Uśmiechnęłam się delikatnie.
- To fajnie. Jeszcze napiszę do ciebie później, gdzie się spotkamy.
- Okay. Wybacz, muszę już lecieć. Do zobaczenia! - Skłoniłam się lekko i przepraszająco zostawiając go przy wejściu do szpitala. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że SooHyun zaprosił mnie na spotkanie, gdzie będziemy tylko my. Sami.
Nie... Nie! To tylko spotkanie! - Biłam się z myślami prawie całą drogę do firmy.
Dzisiaj czekała mnie praca w papierkach. Wypełnianie tych wszystkich dokumentów było dla mnie istnym koszmarem! Nienawidziłam tego, ale niestety było to konieczne. Jeszcze do tego musiałam napisać raport a potem go dostarczyć do szefa. Pisanie tego zajmowało mi sporo czasu, a ponieważ byłam w tych sprawach nieco leniwa, to ociągałam się jak tylko mogłam wymyślając sobie byle jakie wymówki, aby tylko zrobić sobie przerwę.
Przed osiemnastą dostałam wiadomość od SooHyuna z godziną oraz adresem, gdzie mieliśmy się spotkać. Głupio było się przyznać, ale jeszcze nie pamiętałam wszystkich ulic w Seoulu. Skoczyłam szybko do domu zostawiając papiery, które musiałam zrobić, po czym szczotką uczesałam włosy, by lepiej się prezentowały po tym jak potargał nimi wiatr. Potem poprawiłam makijaż, aby moje oczy były bardziej podkreślone eyelinerem a na koniec zostawiłam sobie zmianę stroju. Wybrałam czarne spodnie, do tego błękitną bluzkę z nadrukiem na krótki rękaw a na to granatowy rozpinany sweterek. Przy wyjściu założyłam jeszcze buty na obcasie, by choć trochę zmniejszyć różnicę wzrostu między mną a SooHyunem, po czym znów taksówką udałam się na miejsce spotkania.
SooHyun Shin
Trochę sobie poczekałam nim zjawił się starszy. Biorąc też pod uwagę fakt, iż przybyłam dziesięć minut przed umówioną godziną spotkania. Wolałam zawsze być pierwsza i poczekać trochę niż, gdyby ktoś miał czekać na mnie.
Po parunastu minutach zjawił się Sunbae, który wysiadł z taksówki i od razu podszedł do mnie z delikatnym uśmiechem.
- Spóźniłem się? - Zapytał lekko poddenerwowany patrząc na mnie.
- Nie. Ja przyszłam wcześniej. - Uśmiechnęłam się przyjaźniej. - To... dokąd pójdziemy?
- Najpierw chodźmy coś zjeść. Tu zaraz jest fajna knajpa. Podają dobre jedzenie. - Powiedział i oboje ruszyliśmy do niewielkiej restauracji. Całe szczęście nie było zbyt dużego ruchu. Usiedliśmy przy stoliku i od razu przejrzeliśmy menu by zamówić sobie coś.
- Reszta ma wolne? - Zapytałam z ciekawości.
- Tak. Kiseop i Kevin poszli chyba na zakupy. Hoon ćwiczy, a Eli i Dongho zostali się w domu. Odpoczywają. - Odparł ze spokojem.
- A co im powiedziałeś wymykając się z domu, hm? - Przygryzłam lekko wargę patrząc na niego przenikliwie. Od razu po j ego minie mogłam dostrzec, że jakoś nie chciał odpowiedzieć mi na to pytanie. - No powiedz! Jestem ciekawa.
- Że idę ze znajomym się spotkać. - Mruknął cicho, nieco zawstydzony. Pewnie myślał, że zrobi mi się przykro, ale zamiast tego zaśmiałam się cicho.
- To teraz uważaj by cię nie nakryli na kłamstwie. - Zachichotałam, a po chwili zjawiła się kelnerka, która przyjęła nasze zamówienie.
- Nie będę się tym przejmował. Chciałem tylko sobie zaoszczędzić tych wścibskich pytań, którymi by mnie zasypali. - Odparł patrząc na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Jasne, jasne. No dobra, już nie musisz się tłumaczyć.
Rozmawialiśmy ze sobą śmiejąc się, co jakiś czas i jedząc przy tym posiłek. SooHyun co chwila rozbawiał mnie jakimś tekstem a do tego ten jego specyficzny śmiech. Dobrze bawiłam się w jego towarzystwie i czułam się przy nim swobodnie, co dla mnie było bardzo ważne. Dowiedziałam się o nim paru ciekawych rzeczy, ale za to ja starałam się mówić o sobie jak najmniej. Po prostu nie lubiłam o sobie zbyt dużo i długo opowiadać. 
Po zjedzeniu kolacji spacerkiem udaliśmy się na plac, gdzie znajdowała się sporych rozmiarów fontanna i o dziwo było nawet dużo ludzi. przeważnie były to pary, z czego można było zauważyć. Chociaż tutaj rzadko kto okazywał sobie publicznie jakąkolwiek czułość. W pewnym momencie paru mężczyzn zaczęło grać na swoich instrumentach. Dwóch grało na skrzypcach, jeden na gitarze a czwarty na wiolonczeli. Była to spokojna i nieco nawet romantyczna melodia.
- Zatańczymy...? - Zapytał SooHyun stając przede mną z wyciągniętą dłonią. - Pamiętam, że wolisz tańczyć niż śpiewać.
Uśmiechnęłam się nieco rozczulona tym faktem i podałam mu dłoń. Podeszliśmy bliżej grajków i zaczęliśmy powoli tańczyć. Będąc tak blisko niego nawet nie miałam zamiaru patrzeć mu choćby przez chwilę w oczy. O nie! To by mnie jeszcze bardziej krępowało. Wystarczyło, że czułam na sobie wzrok starszego.
Już nie pamiętałam, kiedy ostatnio tak tańczyłam z kimś. Wydawało się, że to było wieki temu. Ale znowu wspomnienia niemiłosiernie do mnie wróciły. Akurat w tej chwili! Za wszelką cenę starałam się odpędzić je i próbowałam skupić się na SooHyunie.
Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego chciał się ze mną spotkać. Podstawowe pytanie chyba większości dziewczyn, który umówiły się się ze znajomym na wieczorny wypad. A teraz ten taniec... Później musiałam mu podziękować za to. Za ten miły wieczór. Ah... Gdyby tak mogłoby być częściej...
 W pewnym momencie zapomniałam się i nim się zorientowałam już oparłam policzek o ramie starszego. Nie myślałam o tym dopóki mężczyźni przestali grać, to stało się po długich minutach. Nie to bym narzekała czy coś. Było bardzo miło.
Niestety, kiedy już było po północy zdecydowaliśmy już wrócić do domu. W końcu SooHyun musiał rano wstać i ja również. Zamówił mi taksówkę i odprowadził, kiedy ta przyjechała.
- Dziękuje za miły wieczór. - Uśmiechnęłam się wdzięcznie tym razem już zdobyła się na odwagę by dłużej utrzymać z nim kontakt wzrokowy.
- Nie ma za co. Ja się świetnie bawiłem. Wróć ostrożnie do domu. - Zmierzwił mi lekko włosy i obdarował mnie delikatnym uśmiechem.
- Ty też. Uważaj na siebie. Dobranoc. - Pożegnałam się z nim i wsiadłam do taksówki, która zawiozła mnie do domu. Z jednej strony czułam już zmęczenie, ale z drugiej byłam... podekscytowana? Chyba tak mogę określić stan, w którym obecnie się czułam. Zastanawiające było jednak dla mnie to, że spotkanie miało cechy do randki.
Nie...! Nie, to nie mogła być randka!
A może...? 


gwiyomi - jest to wykonywanie gestów mające na celu sprawienia by śpiewający pokazał swoją uroczą/słodką stronę śpiewając do tego piosenkę
annyeong - cześć (może być i na powitanie i na pożegnanie)
hai - tak (z japońskiego)


Po tak długim czasie ponownie zawitałam i dodałam nową notkę. Mam nadzieję, że się podobało, bo nie będę się pytać czy jesteście na mnie źli. To jest zapewne oczywiste xD Może mając już prawie wakacje (bo przede mną jeszcze niestety 4 egzaminy maturalne) znajdę czas na czytanie książek, a dzięki temu może wróci do mnie wena. A to oznacza częstsze notki ^.^
Jeśli występują jakieś błędy bądź macie jakieś zastrzeżenia, śmiało pisać w komentarzach :)
Pozdrawiam Serdecznie!

Hwaiting~!!

1 komentarz:

  1. Świetne. Poprostu cud, miód i orzeszki xD nie mogę się doczekać cd. Czekam niecierpliwie i weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń

Wasze pozytywne komentarze są dla mnie motywacją do dalszego pisania, jednak proszę byście najpierw przeczytali notkę i dopiero wtedy skomentowali post.
Dziękuje :)