Translate

sobota, 8 lutego 2014

"U-Kiss Me" part XII

Shin Dongho
Obudziłam się wcześnie rano przez hałasy dobiegające z kuchni. Od razu przypomniało mi się, że KyuWon jest teraz pod moim dachem. Miałam nadzieję, że może jednak uda mi się zasnąć, ale Kyu nie pozwalał mi na to, kiedy to co chwila coś spadało na podłogę. Po odgłosach mogłam domyślić się, że to garnki.
W końcu postanowiłam wstać i zrobić interwencje, bo moje biedne uszy nie mogły znieść tych dźwięków. Wyszłam z pokoju i od razu zobaczyłam ten bałagan, który zmroził mi krew w żyłach. Okay, może mały bałagan mi nie przeszkadzał, ale to...było nawet jak dla mnie za dużo!
- Dzień dobry! - Przywitał mnie KyuWon z pogodnym uśmiechem nakrywając do stołu. Podeszłam bliżej drapiąc się po głowie z zastanawiając się, co tu właściwie się stało.
- Dobry... - Mruknęłam w odpowiedzi. - Ehm... Czy tu przeszło jakieś tornado, że wszystko jest wyciągnięte z szafek? - Zapytałam unosząc lekko brwi. Mężczyzna spojrzał na mnie przerywając na chwilę nakładanie jakiegoś dania z patelni na talerz.
- Tornado? Nie... - Odparł spoglądając na mnie z lekkim zaskoczeniem. - Chciałem przygotować ci śniadanie i trochę mi czasu zajęło nim znalazłem wszystko. - Uśmiechnął się przepraszająco.
- I dlatego musiałeś wszystko wywalić na wierzch? - Westchnęłam ciężko biorąc się za chowanie garnków z powrotem do szafek.
- Mianhae... Zostaw. Ja potem posprzątam po sobie. - Rzekł i zaprowadził mnie do stołu.- Siadaj i zajadaj. Ja się zajmę resztą. Smacznego!
Dałam za wygraną, bo nie chciałam już od rana kłócić się ze swoim własnym szefem. Wzięłam pałeczki i zaczęłam jeść powoli, później jednak nabrałam więcej przekonania do dania, bo było nawet smaczne. Kogo jak kogo, ale Kyu bym nie podejrzewała o gotowanie.
Kilka minut później wstawiłam naczynia do zlewu i podziękowałam za śniadanie.
- Nie ma za co. W końcu mogłem, gdzie przenocować... - Powiedział kończąc już sprzątanie kuchni.
- Nie ma sprawy. Nie zostawiłabym cię na ulicy. - Uśmiechnęłam się delikatnie i lekko poklepałam go po ramieniu. Starałam się pomagać ludziom jak tylko mogłam i potrafiłam.
(...)
Weszłam do szpitala niosąc reklamówkę, w której miałam owoce. Miałam nadzieję, że Eli czuł się już lepiej. Bardzo się o niego martwiłam a zarazem złościłam na saesangi, przez które raper trafił do szpitala i zatruł się przez dodany wybielacz do napoju. Sprawa z tymi 'fanami' wcale nie ucichła, a chłopcy wciąż byli narażeni na ich ataki. Jednak niestety nie pracowałam już dla nich i właściwie nic nie powinno mnie to obchodzić, ale... Właśnie. Ale. Za bardzo ich polubiłam by się nie przejmować tym wszystkim. 
Zapukałam do drzwi, za którymi leżał Eli, jednak nie słysząc żadnej odpowiedzi, po prostu weszłam do środka. Zobaczyłam jak raper śpi i przez chwilę zawahałam się, ale zamknęłam za sobą drzwi. Cicho podeszłam do łóżka, ostrożnie położyłam reklamówkę na szafce i przykryłam go dokładniej. Przez chwilę zatrzymałam wzrok na jego spokojnej twarzy, a moje myśli skupiły się tylko na nim.
Dlaczego Azjaci musieli wyglądać tak uroczo, a zarazem pociągająco? Starałam się być odporna i myśleć trzeźwo, a nie patrzeć na ich wygląd, ale teraz... jakoś nie potrafiłam. Dopiero nagły hałas dobiegający z korytarza pomógł mi oprzytomnieć. Przełknęłam ślinę i zaczęłam wyciągać owoce. Chciałam by miał dużo witamin, a gotowanie marnie mi dość szło, bo jeszcze bym pogorszyła jego stan zdrowia.
- Temari... - Usłyszałam cichy szept, przez który lekko drgnęłam. Spojrzałam na chłopaka i napotkałam jego wzrok.
- Mianhae. Nie chciałam cię obudzić. - Powiedziałam siadając na krześle obok łóżka.
- Nic się nie stało. Miło, że przyszłaś. - Uśmiechnął się delikatnie. 
- Jak się czujesz? - Zapytałam troskliwie patrząc mu w oczy, co zaczynało mnie po dłuższym czasie krępować.
- Już trochę lepiej. Myślę, że niedługo wypiszą mnie ze szpitala. - Odparł i spojrzał na szafkę. - To dla mnie? 
- Ah. - Kiwnęłam głową. - Chcesz teraz coś zjeść?
- Jabłko.
Z delikatnym, ciepłym uśmiechem wzięłam owoc i podałam mu je.
- Proszę. Umyłam je wcześniej. Bez obaw.
- Myślałem, że pokroisz je i mnie nakarmisz... - Powiedział z powagą patrząc na mnie. - Jestem pacjentem.
- Ale rączki pan ma? Ma! Więc proszę. - Zaśmiałam się cicho, ale starszy wciąż nie chciał wziąć ode mnie jabłka. - Aigoo... Jesteś uparty!
- Nie wolno krzyczeć na pacjenta w szpitalu. - Odparł obdarowując mnie pogodnym uśmiechem, który stopiłbym każde twarde serce dziewczyny. I moje w tym momencie drgnęło niebezpiecznie.
- Aish... Ja mam specjalnie uprawnienia do tego. - Wytknęłam język, wstając po chwili i wyciągnęłam nóż ze swojej torebki. Całe szczęście, że pomyślałam o nim i wzięłam go ze sobą. 
- Widzę, że przygotowana jesteś. - Zaśmiał się patrząc na mnie jak zaczęłam kroić mu jabłko.
- Hai. Przeczuwałam, że będziesz taki wybredny. - Znów pokazałam mu język śmiejąc się pod nosem.
- Jesteś nie miła. - Mruknął raper.
- Nieprawda Gołębiu. - Odkroiłam kawałek jabłka i podałam mu je pod same usta i dopiero po chwili zorientowałam się, że może jednak nie powinnam tego robić, patrząc na wargi starszego. - Proszę!
Chłopak zadowolony zjadł i czekał na kolejny kawałek, który zaraz mu podałam.
- Dziękuje. - Powiedział uśmiechnięty Eli, gdy już skończyłam go karmić.
- Nie ma za co. O pacjenta się dba, nie? - Zaśmiałam się cicho i w tym momencie drzwi do pokoju otworzyły. SooHyun nieco zaskoczony moim widokiem od razu uniósł swoje kąciki ust w delikatnym uśmiechu.
- Annyeong! Widzę, że już masz opiekunkę. - Rzekł lider do rapera podchodząc do łóżka blondyna.
- No, żadna mi tu opiekunka! Ja się do tego nie nadaje. Tylko mu owoce przyniosłam by miał jakieś witaminy i trochę więcej siły. - Odparłam zerkając na SooHyuna.
- A to nie jest opieka? - Zapytał starszy patrząc na mnie z lekkim rozbawieniem.
- Czepiasz się szczegółów. - Rzekłam trącając go palcem w brzuch z delikatnym uśmiechem.

Po wizycie u Eliego wyszłam razem z SooHyunem ze szpitala i udaliśmy się na krótki spacer rozmawiając o tym, jak muszą sobie radzić z nieobecnością rapera. Czas tak szybko mijał, że nim się obejrzałam już powoli nastał wieczór. Chociaż w dobrym towarzystwie szybko mijają godziny. W końcu musieliśmy się pożegnać a ja ruszyłam w stronę swojego bloku. Miałam nadzieję, że nie zastanę w mieszkaniu porządek, chociaż właściwie nie wiedziałam ile czasu Kyu został tam. Może poszedł do biura?
Z rozmyślań wyrwały mnie czyjeś głośne krzyki. Uniosłam nieco głowę i dostrzegłam przed sobą grupkę pijanych chłopaków. Ledwo stali na nogach i śpiewali a właściwie wyli jak wilki do księżyca. Co za żałosny widok. Próbowałam wrócić do swoich myśli, ale kiedy jeden z nich zaczął mnie zaczepiać natychmiast zareagowałam.
- Cześć lalunia. - Powiedział jeden łapiąc mnie za nadgarstek. Zapewne myślał, że nie znałam koreańskiego. - Może się zabawimy?
- Zostaw mnie pijaku. - Warknęłam wyszarpując rękę z jego uchwytu i patrząc na niego z obrzydzeniem.
- Ej, uważaj co mówisz. Ile chcesz za seks? - Zapytał z chytrym uśmieszkiem.
Spojrzałam na niego urażona i wściekła, po czym uderzyłam go w nos.
- A ty ile chcesz, żeby cię wykastrować? - Zapytałam napastliwie. - A nie, mogę to zrobić za darmo!
- Wredna suka! - Krzyknął i od razu rzucił się na mnie. Jego kumple dopingowali go. Zaciągnął mnie w najbliższą ciemną uliczkę i tam przyparł mnie do muru. - Teraz się zabawimy. - Powiedział ochrypłym głosem.
- Z pewnością. - Odparłam z szyderczym uśmieszkiem, po czym kolanem uderzyłam go w kroczę. Chłopak zgiął się w pół a ja kopnęłam go w twarz, na co ten się przewrócił. Jego przyjaciele podbiegli do mnie otaczając mnie gotowi do walki. - Który pierwszy do grobu? - Zapytałam z pewnością siebie patrząc po kolei na każdego.
Chłopak, który oberwał ode mnie już podniósł się z ziemi na chwiejnych nogach. Widać miał problemy z równowagą, co mnie cieszyło. Bardzo. Spojrzałam na niego z wyczekiwaniem.
- No chodź. Chciałeś mnie zgwałcić. Pokaż czy masz jaja. - Powiedziałam kpiąco i wyzywająco. Nie musiałam długo czekać. Znów się na mnie rzucił z pięściami. Widocznie damski bokser był z niego, ale jaki kiepski. Wszystkie jego ciosy były wolne dla mnie, więc bez problemu ich unikałam. - Tylko na tyle cię stać? To teraz moja kolej. - Zaśmiałam się cicho i zaczęłam zadawać mu ciosy nieustannie. Z jego nosa już ciekła krew, miał rozciętą wargę i podbite oko. Ale co mi było z tego? Musiałam mu dać porządną nauczkę by szanował każdą kobietę. Kopnęłam go ponownie w kroczę, tym razem znacznie mocniej. Biedak złapał się za swoją męskość i przyklęknął jęcząc z bólu. To była świetna okazja by zadać mu ostateczny cios. Kopniakiem w głowę. Padł nieprzytomny zalany na twarzy w swojej krwi.
Zaraz za sobą usłyszałam krzyki i dwóch kolesi rzuciło się na mnie. Popchnęli mnie na mur, w który uderzyłam czołem. Syknęłam cicho i przez to byłam jeszcze bardziej wściekła. Czując ból, czułam jeszcze większe podniecenie i chęć do walki. Wtedy byłam w swoim żywiole. Odwróciłam się do nich i w ostatniej chwili uniknęłam uderzenia pięścią w twarz. Nogą zahaczyłam jego chwiejne już i tak nogi i padł na ziemię. Drugi złapał mnie za kurtkę szarpiąc się ze mną. Złapałam za jego nadgarstki i szarpnęłam by uwolnić się z jego łap, po czym szybko odwróciłam go do siebie plecami wciąż trzymając go za ręce, po czym nogą kładąc na jego plecach mocno pociągnęłam za jego łapy aż usłyszałam ten przyjemny dźwięk. Chłopak zawył z bólu nie mogąc już ruszać rękoma. Uśmiechnęłam się szyderczo patrząc na nich z wyższością.
- No co wy tacy słabi? - Zaśmiałam się, ale dłużej nie mogłam nacieszyć swych oczu tym widokiem, bo usłyszałam wycie policyjnych syren, więc natychmiast rzuciłam się do ucieczki. Co z tego, że pracowałam w firmie ochroniarskiej? Weszłam szybko po drabinie przeciwpożarowej na dach i sprawdziłam ile wynosi odległość od następnego budynku. Na całe szczęście były to jakieś dwa metry, zatem wzięłam rozbieg i skoczyłam na dach. Wciąż słyszałam w oddali syreny, więc biegłam, co sił w nogach, aby tylko być jak najdalej od miejsca bójki.





Bardzo przepraszam za taką długą nieobecność, ale nie miałam w ogóle weny. Gdzieś mi uciekła. Wyjechała na wakacje albo na emeryturę już ;/ Po drugie czasem brak mi czasu ani chęci, bo gdy mam wolne to zabieram się za inne rzeczy, aby tylko odpocząć od tej szkoły.
Opowiadania na zamówienie są w przygotowaniu. To nie tak, że zapomniałam. Bardzo przepraszam za opóźnienia. Napisze je i wstawię najszybciej jak będę mogła.
Jeśli wystąpiły jakieś błędy proszę kulturalne napisać w komentarzu a poprawię je.
Mam nadzieję, że choć trochę się podobało.
Pozdrawiam :)

~ Hwaiting!

1 komentarz:

  1. Długo czekałam. Aż w końcu się doczekałam ;) epizod z walką bardzo ciekawy, nawet poczułam tą adrenalinkę xD niecierpliwie oczekuję na ciąg dalszy. Dużo weny życzę

    OdpowiedzUsuń

Wasze pozytywne komentarze są dla mnie motywacją do dalszego pisania, jednak proszę byście najpierw przeczytali notkę i dopiero wtedy skomentowali post.
Dziękuje :)