Translate

środa, 17 lipca 2013

"U-Kiss Me"

Siedziałam na parapecie patrząc pustym wzrokiem przez okno pogrążona w swoich własnych myślach. Miałam założone słuchawki na uszach by dzięki muzyce się trochę rozluźnić i poprawić sobie humor. Ostatnio wszystko waliło mi się na głowę i już nie miałam siły by walczyć z przeciwnościami losu, ale poddać się też nie mogłam. Nie w moim stylu. Zawsze sobie powtarzałam by walczyć do końca, bo tylko tak można coś osiągnąć. 
Jakieś trzy miesiące temu przeprowadziłam się do Seoulu. W Seattle już nie wytrzymywałam psychicznie. Wspomnienia za bardzo bolały. W Korei znalazłam pracę dzięki Sandrze, choć gdyby nie moje umiejętności i doświadczenia nie pracowałam bym w największej firmie ochroniarskiej. Przyjęli mnie pomimo mojego młodego wieku. W końcu przeszłam odpowiednie testy, ćwiczenia, egzaminy i inne różne rzeczy by udowodnić im, że naprawdę się nadaje do tej roboty. Z resztą nic innego zbytnio nie potrafiłam robić, a może i nie chciałam. Ochrona niewinnych ludzi była dla mnie czymś przyjemnym, choć czasem bywało ciężko i było się u kresu śmierci. Ale nie wszyscy wiedzieli o mojej tajemnicy, dzięki której właściwie wybrałam taką a nie inną drogę. Niestety musiałam ukrywać swój dar przed prawie całym światem, ale wiedziałam, że w skrajnych przypadkach mogłam liczyć na swoje 'dodatkowe' umiejętności. Co prawda miałam z tym mnóstwo problemów przed prawie pięć lat, ale wszystkie te kłopoty wcale nie zmieniły mojego nastawienia by wciąż iść tą samą drogą.
Usłyszałam wibrację swojej komórki schowanej w kieszeni czarnych spodni. Wyciągnęłam ją i spojrzałam na wyświetlacz. Mój nowy 'szef' akurat dzwonił. Zdjęłam słuchawki z uszu i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Temari? Mam nadzieję, że nie jesteś zbytnio zajęta. Jest mała robota. Jak przyjedziesz to się wszystkiego dowiesz. - Powiedział Chonyung Lim. On zlecał mi każde zadanie. Był trochę dziwny, bardzo zasadniczy i chłodny, ale praca była dla niego wszystkim. Nie miał żony, narzeczonej czy nawet dziewczyny. Z nikim się nie spotykał choć nie wiedziałam dlaczego. Był przystojnym trzydziestoletnim mężczyzną, ale jakoś nie wychodziły mu związki z kobietami. 
- Okay. Zaraz będę. - Odparłam i rozłączyłam się schodząc z parapetu. Rzuciłam MP4 na kanapę, założyłam buty, wzięłam swoją torbę przekładając ją przez ramię i wyszłam z mieszkania zamykając drzwi na klucz. Zbiegłam po schodach. Nie używałam windy, gdyż zawsze ceniłam sobie ruch, zwłaszcza, że musiałam utrzymać kondycję na wysokim poziomie. Wsiadłam do taksówki, która zawiozła mnie do firmy mieszczącej się w centrum miasta. Był nim wysoki budynek i tylko ci, którzy mieli specjalne przepustki mogli przejść przez bramkę i zagłębić się we wnętrzu firmy. Jedynie tutaj korzystałam z windy, gdyż wejście na piętnaste piętro zajmowało trochę czasu no i marnowałabym przy tym mnóstwo siły. 
Gdy drzwi windy rozsunęły się ukazują mi hol, gdzie mnóstwo agentów chodziło tam i z powrotem. Większość z nich byli to mężczyźni, ale kobiety również tu pracowały, jednak musiały wykazywać się niezwykłymi umiejętnościami, aby dostać tu pracę. Praktycznie większy nacisk nakładano na płeć piękną i wymagano od nich znacznie więcej niż od mężczyzn, ale za to każdą kobietę tutaj traktowano z szacunkiem.
Weszłam do gabinetu Chonyunga, który akurat rozmawiał przez telefon. Na mój widok machnął ręką dając znak bym usiadła i chwilę poczekała. Byłam już do tego przyzwyczajona, więc spokojnie zajęłam miejsce naprzeciwko niego. 
- Dobra... - Odezwał się szef odkładając telefon na miejsce. Otworzył kartotekę, w której zapewne były jakieś informacje dotyczące nowego zlecenia. - A więc... Twoja nowa robota to ochrona zespołu. Ostatnio coraz więcej mają saesangów, z którymi się muszą użerać. Poprosili nas abyśmy się tym zajęli i pomogli im, bo zespół nie może normalnie nawet wsiąść do samochodu by gdzieś pojechać. - Powiedział i zaczął przekładać kartki w kartotece jakby szukał jakichś informacji. Myślałam, że będzie to o wiele cięższa robota, ale odkąd tu pracowałam nie dostawałam cięższych zleceń. Nie ufali mi. Musiałam powoli się wspinać i pokazywać, że jestem gotowa przyjąć zadania z wyższej półki.
- Jaki to zespół? - Zapytałam, gdy mężczyzna zbyt długo milczał. Zapewne zamyślił się, co bardzo często mu się to zdarza. Spojrzał na mnie drapiąc się po policzku.
- Ah... zwą się U-KISS. Siedem chłopaków. Będziesz z nimi podróżować, dopóki saesangi nie dadzą im spokoju. Ostatnio fanki pozwalały sobie na coraz więcej i nie miały żadnych zahamowań. - Powiedział zamykając teczkę i spojrzał na mnie. - Mam nadzieję, że dasz sobie radę. 
Kiwnęłam głową lekko zaciskają usta.
- Pewnie. Nic trudnego. - Odparłam lekko wzruszając ramionami.
- Świetnie. Zaczniesz od jutra. Spakuj się i jutro rano pojedziesz do nich. Nie wiem ile ci to zajmie. Pracujesz tak długo aż zespół będzie miał w miarę święty spokój od saesangów. Informacje o nich znajdziesz tutaj. - Podał mi teczkę, którą od razu wzięła. - Powodzenia. Możesz iść. - Rzekł i zabrał się za wypełnianie jakiś papierów.
Wstałam i wyszłam z gabinetu. W windzie przejrzałam teczkę dowiadując się, co nieco o zespole i ich członkach. Wiedziałam, że dam sobie radę, choć trochę dziwiło mnie, że sama miałam ich ochraniać. W końcu ich było siedem, fanek jeszcze więcej a ja byłam sama. Ale musiałam udowodnić, że każde zlecenie jest do wykonania by mieć lepsze stanowisko pracy.
Wieczorem spakowałam się by już następnego ranka pojechać do ich dormu. Poznałam menagerów, którzy zaprowadzili mnie do mieszkania zespołu. Była dopiero siódma i musieli obudzić wszystkich, a zanim chłopcy się zebrali w salonie minęło trochę czasu. Siedziałam spokojnie na kanapie razem z managerem, który objaśniał mi sytuację jakie miały miejsce z fankami no i mówił mi jakie obowiązki należą do mnie. Dziwił się, że przydzielili tak młodą osobę do tego zadania. Nastawiali się na faceta przynajmniej dziesięć lat starszego ode mnie, ale kiedy firma z nimi rozmawiała, zapewniała ich o moich wysokich kwalifikacjach. Zapewne nie wspominali, że jestem młodą dziewczyną, że w ogóle jestem płci żeńskiej, ale zgodzili się na wynajęcie osoby tak zdolnej z wysokim doświadczeniem. 
W końcu przyszedł pierwszy chłopak z zespołu i od razu się z nim przywitałam kłaniając nisko. Zaraz po nim przyszła reszta i z każdym z osobna się witałam. Manager wyjaśnił wszystko, co tu robię i że w najbliższym czasie będę z nimi więc mają mnie dobrze traktować. Wszyscy byli mili i przywitali mnie ciepło. Dobrze, że nauczyłam się koreańskiego, więc swobodnie mogłam się z nimi porozumiewać. Nie umknęło mi jednak uwadze iż trzech z nich mówiło po angielsku. 
Managerowie zostawili nas w końcu samych. Pierwszy raz czułam się trochę skrępowana w pracy. Wszystko przez to, że to był mój pierwszy raz, gdzie gdzie miałam pracować ze sławnymi osobami. W dodatku krępowała ich trochę moja egzotyczna uroda. Wyróżniałam się swoimi blond włosami i niebieskimi oczami.
- Może przygotujemy coś do jedzenia? - Zapytał Kevin patrząc na mnie z przyjaznym uśmiechem. - Pewnie jesteś głodna?
- Ah, nie trzeba, ale wam się przyda porządne śniadanie. Dopiero, co wstaliście. Nie przejmujcie się mną. - Odparłam odwzajemniając delikatnie uśmiech.
- Teraz będziesz mieszkać z nami, więc jesteś też pod naszą opieką. - Odezwał się lider. 
Kevin, Dongho i Eli poszli do kuchni przygotować śniadanie a ja zostałam się z resztą zespołu.
- Nie jesteś za młoda na taką pracę? - Zapytał AJ patrząc na mnie z zaciekawieniem.
- Nie. Od pięciu lat byłam szkolona w tym zawodzie, mam duże doświadczenie i jedynie przeprowadzka do Korei obniżyła nieco moje stanowisko. - Odpowiedziałam, choć trochę naciągnęłam prawdę, ale nie mogłam wyjawić wszystkiego.
- Czemu wybrałaś taki kierunek? Nie wolałabyś zostać kimś innym? - Spytał Hoon. Cała czwórka patrzyła się na mnie, a mnie to trochę peszyło. Co innego, kiedy wróg się na ciebie patrzy, a co innego, kiedy siedzisz normalnie ze 'znajomymi' i rozmawiasz. 
- Uhm... Czasami człowiek wybiera drogę taką, jaka jest mu dana. Polubiłam to, co robię, bo wiem, że dzięki tej pracy mogę zrobić coś dla innych i chronić ich. - Odparłam lekko wzruszając ramionami. Zadawali mi jeszcze inne pytania zanim trójka 'kucharzy' nie przyszła do salonu przynosząc śniadanie. Jedzenie było pyszne.
- Powiedzcie mi, macie na dzisiaj jakieś zajęcia albo coś? Muszę wiedzieć o waszych planach. - Odezwałam się, gdy skończyłam jeść i postawiłam pustą miseczkę na stoliku.
- Dzisiaj mamy jedynie zajęcia tanecznie. Przygotowujemy się do nagrania nowego teledysku i musimy ćwiczyć choreografię. - Powiedział SooHyun, na co ja pokiwałam lekko głową.
- To niedaleko stąd, więc chodzimy pieszo. - Dodał Dongho.
- Ćwiczymy do późnego wieczoru. - Dodał AJ.
W pewnej chwili lider coś zaczął gestykulować wskazując na Kiseopa, który siedział do niego tyłem. Nagle SooHyun, Eli, AJ, Dongho i Hoon wstali, a ja patrzyłam na nich nie wiedząc, czemu nagle chcą opuścić salon. Lider podszedł do Kevina i wyciągnął do niego rękę. 
- Chodź. Musimy pogadać. - Powiedział chłopak, a Kevin złapał jego dłoń choć nie wiedział, o co chodzi przyjacielowi.
AJ podszedł do mnie i złapał mnie lekko za ramię każąc mi w ten sposób wstać. Zdezorientowana wstałam patrząc na nich, chcąc wiedzieć, co się dzieje. Wszyscy ruszyli w głąb korytarza, gdzie znajdowały się pokoje.
- Yaah! - Krzyknął Kiseop, który sam został się w salonie. - Czemu mnie zostawiacie?! - Dodał nieco załamany, na co SooHyun zaśmiał się swoim specyficznym śmiechem.
- Chodź. Pokażemy ci twój pokój. - Powiedział Kevin, który lekko objął mnie ramieniem i zaprowadził do pokoju, gdzie do tej pory spał manager, ale ponieważ byłam dziewczyną nie mogłam dzielić pokoju z jakimkolwiek facetem. Odpowiadało mi to, bo miałam zapewnioną prywatność. W końcu byłam dziewczyną no i potrzebowałam nieraz trochę odpocząć czy pobyć samemu mimo 24h pracy.
Eli i Hoon wnieśli moje bagaże do pokoju i postawili je przy wejściu. Pokój nie był ani duży ani mały. Był w sam raz. Niczego więcej nie potrzebowałam. Było łóżko, szafa, biurko i niewielki telewizor.
- Gdybyś czegoś potrzebowała, daj znać. - Rzekł SooHyun. W odpowiedzi kiwnęłam lekko głową delikatnie się uśmiechając.
- Dziękuje. Na razie niczego więcej mi nie potrzeba. Tylko mam pytanie. Dlaczego zostawiliście Kiseopa samego w salonie? - Zapytałam patrząc na nich.
- Ktoś musi pozmywać naczynia. - Odparł Dongho śmiejąc się cicho.
- Aha... - Trochę źle się czułam, że biedny musiał pozmywać i po mnie, ale następnym razem będę wiedzieć, by posprzątać po sobie zanim 'wyznaczą' kogoś do tego.
- To my się będziemy zbierać na praktyki, a ty w tym czasie możesz się zacząć rozpakowywać. - Klasnął w dłonie AJ, na co resztą przytaknęła zgadzając się z jego pomysłem. 
- Uhm... wolę to zostawić na potem. Nie mogę zostawiać was samych choćby na krok. W końcu jestem waszą ochroną. - Odparłam lekko zaciskając usta.
- Nawet na praktyki? - Zdziwił się nieco Eli.
Kiwnęłam lekko głową. Takie miałam zadanie, aby pilnować ich przez 24h.
- No dobrze. To gdzieś za kwadrans będziemy szli. Do tego czasu masz wolne. - Uśmiechnął się lider i chłopcy wyszli zostawiając mnie samą w pokoju.
Nie wiedziałam, co w tym czasie robić, więc jedynie krążyłam po pokoju machając rękami.



Zachęcam do komentowania jeśli się spodobało ^^

1 komentarz:

  1. Zapowiada się interesująco. Zaciekawił mnie ten 'dar' głównej bohaterki.
    Podoba mi się również styl pisania, chociaż osobiście wolę jak jest coś pisane z punktu widzenia obserwatora, a nie jednego z bohaterów. Ale i tak ciekawe.
    Pisz dalej a na pewno wyjdzie z tego coś ciekawego. Będę wpadać co jakiś czas i czytać :>
    Pozdrawiam,
    Lua S.

    OdpowiedzUsuń

Wasze pozytywne komentarze są dla mnie motywacją do dalszego pisania, jednak proszę byście najpierw przeczytali notkę i dopiero wtedy skomentowali post.
Dziękuje :)