Translate

niedziela, 14 grudnia 2014

Annyeong!

Nie wiem, czy ktoś jeszcze tu wchodzi i czyta, bo dawno nic tu nie dodawałam. Chyba jednak fanficki nie są moją działką. Niezbyt mi szło pisanie, mimo iż pisałam o moim ulubionym zespole. Jeśli ktoś tu zagląda pewnie by chciał mnie udusić. Przepraszam. Po prostu no... nie leży mi to. Brak weny. Czuję, że jest strasznie sztywne a mam taki hamulec, że jak piszę o osobach, które istnieją to jednak jakbym kłamała. Nie wiem... XD
Jeśli jednak ktoś tu jeszcze zagląda i czyta, bo widzę, że czasem ktoś choćby może przypadkiem i może na chwilę wchodzi to zapraszam na mojego drugiego bloga. Nie fanfic. Fantastyka i trochę komedii. Mój drugi blog, na którym mam nadzieję wytrwać dłużej.

Również mam nadzieję, że spodoba Wam się i będziecie tam zaglądać choć czasem. No i może zostawicie jakiś ślad po sobie w stylu komentarza ;D

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam Was ciepło!


PS. Wesołych Świąt! :D

poniedziałek, 12 maja 2014

"U-Kiss Me" part XIII

- Powinieneś sobie zacząć szukać mieszkania. - Zwróciłam się do KyuWona, kiedy ten siedział przy stole i jadł śniadanie czytając przy tym gazetę. - Nie możesz wziąć żadnej pożyczki ani kredytu? - Usiadłam na przeciwko niego popijając gorącą herbatę z cytryną.
- Spokojnie. Niedługo sobie coś znajdę. - Odparł składając gazetę i zerknął na mnie. - Muszę tylko trochę zarobić. To znaczy... poczekać na wypłatę. 
- A może pogodzisz się ze swoją dziewczyną? Przeproś, powiedź, że jest ci przykro i że to się nigdy nie powtórzy, wręcz bukiet kwiatów i załatwione. - Powiedziałam patrząc na swojego szefa. Nie chciałam go wyrzucać, ale no... będę szczera, że chciałam z powrotem mieć mieszkanie dla siebie. Mężczyzna spojrzał na mnie nieco zdziwiony.
- Myślisz, że to takie łatwe? - Zapytał wracając do jedzenia śniadania.
- To zależy, dlaczego cię wyrzuciła. Co przeskrobałeś? - Zaciekawiona wpatrywałam się w niego. Co prawda tylko ten jeden aspekt jego życia mnie interesował. W końcu ludzie z błahych powodów potrafili się pokłócić. A może jego dziewczyna wyolbrzymiła całą sprawę i za nic tak naprawdę wyrzuciła Kyu.
Mężczyzna westchnął ciężko milcząc przez chwilę. Jakby walczył czy zdradzić mi fakt czy zatrzymać jednak dla siebie. W końcu zdobył się na odwagę.
- Dowiedziała się, że skorzystałem z usługi rozrywkowej dla dorosłych. - Powiedział cicho, jakby nieco speszony. Nie patrzył na mnie tylko na swój pusty już talerz. Słysząc to o mało się nie udławiłam. Kaszlałam przez chwilę patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Chwila...! Masz na myśli, że przespałeś się z prostytutką? - Zapytałam wytrzeszczając na niego oczy.
- No... tak. W końcu nie chciałem wyjść na gorszego! - Odparł z lekkim oburzeniem, jakby chciał się usprawiedliwić, dlaczego to zrobił.
- Na gorszego? Czekaj, bo trochę nie rozumiem. Założyłeś się z kimś? - Uniosłam lekko brwi.
- Nie do końca. Wiesz... u nas są wypady firmowe samych mężczyzn przede wszystkim, bo mało kobiet u nas pracuje. Więc poszliśmy do agencji towarzyskiej i tak... no wyszło. Trochę wypiłem i chciałem pokazać, że nie jestem gorszy od reszty. Skoro inni też korzystali to, co ja miałem zrobić? 
Westchnęłam cicho opierając brodę na swojej dłoni.
- Najlepiej puknąć się w czoło i powiedzieć "nie". Tak zwyczajnie. Wiesz, to nic nie boli. - Powiedziałam z sarkazmem. - I będąc z tobą szczera... na miejscu twojej dziewczyny to bym cię przez balkon wyrzuciła. Jak mogłeś jej to zrobić?
- Ale u nas to normalne. Każdy z tego korzysta! - Obruszył się patrząc na mnie. Jego spojrzenie mówiło "to nie moja wina" oraz "zmuszono mnie".
- To lepiej zbieraj pieniądze i szukaj mieszkania. Wątpię by ci wybaczyła. - Wypiłam do końca herbatę i wstawiłam kubek do zlewu.
- Dzięki... - Mruknął mężczyzna z ponurą miną. Co miałam zrobić? Okłamywać go i budzić w nim złudne nadzieje, że jednak jego dziewczyna mu wybaczy? To raczej nie w moim stylu.
Ponieważ było jeszcze przed dziewiątą a obiecałam odwiedzić Eliego przed pracą, przygotowałam dla niego trochę owoców oraz nieco słodkości. Taksówką udałam się do szpitala i od razu ruszyłam do pokoju rapera. Niedługo miał wyjść ze szpitala, co bardzo mnie cieszyło, że wracał już do zdrowia.
Zapukałam do drzwi i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, po prostu weszłam do sali. Blondyn leżał w łóżku a widząc mnie uśmiechnął się przyjaźnie.
- Annyeong! To znowu ja. - Przywitałam go z uśmiechem.
- O nie! Dalej mnie prześladujesz! - Zażartował Eli, na co lekko uderzyłam go w ramię.
- Yah! Tak witasz gości?! Jesteś niemiły. - Zaśmiałam się stawiając reklamówkę z jedzeniem na szafce obok jego łóżka.
- I tak mnie lubisz. - Obdarzył mnie szerokim uśmiechem i zerknął, co przyniosłam mu tym razem.
- Jaki pewny siebie... - Mruknęłam rozbawiona. - Jak się w ogóle czujesz? Lepiej? - Zapytałam troskliwie.
- Dzisiaj już mnie wypisują. Będę mógł wrócić do zespołu. - Odparł tryskając wręcz radością. Chociaż byłam ciekawa czy cieszy się, że może już wyjść i nie męczyć się w tym szpitalu czy raczej z tego, że wróci do tej ciężkiej pracy i przygotowań do kolejnych występów.
- Cieszę się. SooHyun pewnie nieźle da ci wycisk za tą nieobecność.
- Pewnie tak. - Zaśmiał się cicho wpatrując się we mnie, co zaczynało mnie nieco krępować. Dlaczego po nawet krótkim czasie jakakolwiek rozmowa z chłopakiem sprawiała, że czułam się... nieswojo? Albo po prostu to przez to, że Eli jednak był przystojnym Koreańczykiem. Nie...! To po prostu przez to, że to facet! I przez to, że byliśmy sami w pokoju.
- Spróbuj się oszczędzać jak wrócisz do treningów. Obiecujesz? Przynajmniej na początku. - Powiedziałam patrząc mu w oczy z troską. Wciąż się martwiłam o jego stan zdrowia. Tym bardziej znając ich napięty grafik i te wyczerpujące treningi.
- Spróbuje. To ci mogę obiecać. - Odparł podnosząc się do siadu. - Już mam dosyć leżenia w szpitalu. - Westchnął ciężko.
- Domyślam się. - Poprawiłam mu włosy by nie wpadały do jego oczu. Taki już nawyk. Przez chwilę zamyśliłam się wracając pamięcią do tych czasów, kiedy pewnej osobie tak samo musiałam odgarniać kosmyki z czoła. Również miał blond włosy. Miałam słabość do blondynów. Aż uśmiechnęłam się sama do siebie przypominając sobie jego reakcję, kiedy mu o tym powiedziałam. Śmiał się ze mnie.
Eli Kim
- Temari...? 
- Huh..? - Oprzytomniałam i zorientowałam się, że trzymam dłoń przy czole Eliego. Raper patrzył na mnie badawczo.
- Zamyśliłaś się.
- Ah...przepraszam. - Uśmiechnęłam się delikatnie i przepraszająco. Tak szybko się zapomniałam...
- O czym myślałaś? - Zapytał przechylając nieco głowę na bok. Spojrzałam mu w oczy. Tak bardzo się różniły od tych szarych, w które kiedyś mogłam wpatrywać się bez końca.
- O niczym ważnym. - Machnęłam lekko ręką. Nie chciałam wracać do tego, co było kiedyś. Bałam się, że w pewnym momencie zacznę przy nim płakać. I wyleje cały żal z siebie. A tego nie chciałam, Nie chciałam wracać do przeszłości. Chciałam o niej zapomnieć. Nic więcej. - Mianhae. O której wychodzisz ze szpitala?
- O czternastej. Chcą zrobić mi jeszcze badania. Tak dla sprawdzenia. A potem wrócę do dormu. - Odparł wciąż mi się przyglądając badawczo. Dlaczego musiał mieć takie duże piękne oczy...?
- Annyeong! - Zawołał ktoś otwierając drzwi do pokoju. Szybko zabrałam rękę, która jeszcze przed chwilą nadal odgarniała Eliemu włosy. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam Kevina, Kiseopa oraz Hoona. Kevin przyniósł ze sobą trzy balony nadmuchane helem. - Nie przeszkadzamy?
- Nie. Ratujecie mi życie. Temari właśnie chciała mnie udusić. - Zażartował raper zerkając na mnie zasłaniając się już rękoma, aby tylko mu się nie oberwało.
- Pewnie, że tak! Za to, że jesteś taki niemiły dla mnie! - Zmrużyłam oczy łypiąc na niego groźnie przez chwilę. - W sumie... Może jednak powinnam cię udusić. - Zaśmiałam się cicho siadając na skraju łóżka.
- Yah! I kto tu jest teraz niemiły? - Zapytał blondyn.
- Wciąż ty! - Zachichotałam patrząc na niego z rozbawieniem. Chłopak pokręcił lekko głową uśmiechając się delikatnie. Kiedy się śmialiśmy przestałam się krępować. Cała moja nieśmiałość po prostu gdzieś znikała.
- Manager cię dzisiaj odbierze. - Wtrącił Kevin uśmiechając się delikatnie i patrząc na swojego kumpla.
- Jutro mamy przed sobą dwa występy w show. SooHyun się pyta czy dasz radę? - Zapytał Hoon siadając po drugiej stronie łóżka i wpatrując się w blondyna.
- Tak, dam radę. - Odparł Eli z delikatnym uśmiechem. - Daj balona. - Zwrócił się do Kevina, który zaraz mu go podał. - Macie nożyczki?
- Co chcesz zrobić? - Zapytałam z zaciekawieniem obserwując go uważnie po tym jak wyciągnęłam z torby swoje nożyczki, które zawsze nosiłam przy sobie i podałam mu je.
- Zobaczysz. - Blondyn zrobił niewielką dziurkę w balonie zaraz przytykając usta i zaciągnął się. Po chwili ręką ścisnął by hel się nie wydostał i przemówił śmiesznym głosem niczym jak jedna wiewiórka z "Alvin i wiewiórki". - Haha! Kiedy już będę mógł wyjść z tego szpitala?
Wybuchnęliśmy śmiechem słysząc jego głos. Po chwili znów zaczerpnął trochę helu i zaczął śpiewać "Gwiyomi song" robiąc przy tym słodkie minki oczywiście pomagając sobie przy tym dłońmi.

~ ildeohagi ileun gwiyomi
ideohagi ineun gwiyomi
samdeohagi sameun gwiyomi
gwigwi gwiyomi gwigwi gwiyomi
sadeohagi sado gwiyomi
odeohagi odo gwiyomi
yukdeohagi yugeun jjokjjokjjokjjokjjokjjok gwiyomi nan gwiyomi ~

(tłumaczenie:
1 plus 1 gwiyomi!
2 plus 2 gwiyomi!
3 plus 3 gwiyomi!
Gwigwi gwiyomi gwigwi gwiyomi
4 plus 4 gwiyomi!
5 plus 5 gwiyomi!
6 plus 6 cmok cmok cmok cmok cmok cmok gwiyomi! Jestem gwiyomi!

Wszyscy patrzyliśmy na Eliego i śmialiśmy się z naszego Gołębia, który podrapał się po nosie mając na ustach szeroki uśmiech.
- To było śliczne. - Zaśmiałam się i delikatnie poklepałam go po głowie. - Uroczy Pigeon. Takiej wersji jeszcze nie widziałam.
Może ty też powinnaś zaśpiewać "Gwiyomi song"? - Zaproponował Kevin patrząc na mnie.
- Nie, nie, nie! - Pokręciłam przecząco głową. - Ja nie znam ani tekstu ani tej gestykulacji. - Poza tym nie mam zamiaru robić czegoś, co by zrobiło ze mnie słodką dziewczynkę, dodałam w myślach.
- To trzeba cię może nauczyć. - Uśmiechnął się do mnie Hoon.
- Nie, naprawdę nie trzeba. - Zerknęłam na zegarek i westchnęłam cicho. - Wybaczcie, ale muszę już iść. Praca wzywa...
Chłopcy spojrzeli na mnie z delikatnymi uśmiechami, chociaż widać było, że Eli był jakby... nieco smutny z tego powodu.
- Dziękuje, że przyszłaś. - Powiedział patrząc na mnie.
- Nie ma za co. Tylko masz mi zdrowieć i pamiętaj o oszczędzaniu się. - Przytuliłam go lekko na pożegnanie, potem Kiseopa, Kevina a na koniec Hoona, po czym nieco się skłoniłam i wyszłam z pokoju.
Gdybym tylko mogła dłużej bym z nimi posiedziała, ale niestety... co zrobić, kiedy trzeba pracować? A punktualność u mnie była bardzo ważna. Nie lubiłam się nigdzie spóźniać. Miałam wtedy wrażenie, że dużo rzeczy mnie ominęło.
Zdziwiłam się, kiedy wychodząc ze szpitala wpadłam na SooHyuna.
- Oh, mianhae. - Spojrzałam na starszego i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Temari. Miło wpaść na ciebie. - Uśmiechnął się przepuszczając mnie w drzwiach. - Wracasz od Eliego?
- Hai. Ma się już lepiej. Dzisiaj go wypisują. - Odparłam chociaż zapewne lider zespołu już dobrze o tym wiedział.
- To dobrze. Temari... - Zaczął niepewnie. Hm... Czyżby coś się święciło? Patrzyłam na niego w oczekiwaniu, kiedy w końcu wykrztusi z siebie to, co ma mi do powiedzenia. - Mam wieczorem wolne może... moglibyśmy gdzieś razem pójść? Chyba, że masz już jakieś inne plany.
Patrzyłam na niego ukrywając swoje zdziwienie.
- Ehm... nie. To znaczy, tak! To znaczy... nie mam planów, więc okay. Z chęcią się z tobą spotkam wieczorem. - Uśmiechnęłam się delikatnie.
- To fajnie. Jeszcze napiszę do ciebie później, gdzie się spotkamy.
- Okay. Wybacz, muszę już lecieć. Do zobaczenia! - Skłoniłam się lekko i przepraszająco zostawiając go przy wejściu do szpitala. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że SooHyun zaprosił mnie na spotkanie, gdzie będziemy tylko my. Sami.
Nie... Nie! To tylko spotkanie! - Biłam się z myślami prawie całą drogę do firmy.
Dzisiaj czekała mnie praca w papierkach. Wypełnianie tych wszystkich dokumentów było dla mnie istnym koszmarem! Nienawidziłam tego, ale niestety było to konieczne. Jeszcze do tego musiałam napisać raport a potem go dostarczyć do szefa. Pisanie tego zajmowało mi sporo czasu, a ponieważ byłam w tych sprawach nieco leniwa, to ociągałam się jak tylko mogłam wymyślając sobie byle jakie wymówki, aby tylko zrobić sobie przerwę.
Przed osiemnastą dostałam wiadomość od SooHyuna z godziną oraz adresem, gdzie mieliśmy się spotkać. Głupio było się przyznać, ale jeszcze nie pamiętałam wszystkich ulic w Seoulu. Skoczyłam szybko do domu zostawiając papiery, które musiałam zrobić, po czym szczotką uczesałam włosy, by lepiej się prezentowały po tym jak potargał nimi wiatr. Potem poprawiłam makijaż, aby moje oczy były bardziej podkreślone eyelinerem a na koniec zostawiłam sobie zmianę stroju. Wybrałam czarne spodnie, do tego błękitną bluzkę z nadrukiem na krótki rękaw a na to granatowy rozpinany sweterek. Przy wyjściu założyłam jeszcze buty na obcasie, by choć trochę zmniejszyć różnicę wzrostu między mną a SooHyunem, po czym znów taksówką udałam się na miejsce spotkania.
SooHyun Shin
Trochę sobie poczekałam nim zjawił się starszy. Biorąc też pod uwagę fakt, iż przybyłam dziesięć minut przed umówioną godziną spotkania. Wolałam zawsze być pierwsza i poczekać trochę niż, gdyby ktoś miał czekać na mnie.
Po parunastu minutach zjawił się Sunbae, który wysiadł z taksówki i od razu podszedł do mnie z delikatnym uśmiechem.
- Spóźniłem się? - Zapytał lekko poddenerwowany patrząc na mnie.
- Nie. Ja przyszłam wcześniej. - Uśmiechnęłam się przyjaźniej. - To... dokąd pójdziemy?
- Najpierw chodźmy coś zjeść. Tu zaraz jest fajna knajpa. Podają dobre jedzenie. - Powiedział i oboje ruszyliśmy do niewielkiej restauracji. Całe szczęście nie było zbyt dużego ruchu. Usiedliśmy przy stoliku i od razu przejrzeliśmy menu by zamówić sobie coś.
- Reszta ma wolne? - Zapytałam z ciekawości.
- Tak. Kiseop i Kevin poszli chyba na zakupy. Hoon ćwiczy, a Eli i Dongho zostali się w domu. Odpoczywają. - Odparł ze spokojem.
- A co im powiedziałeś wymykając się z domu, hm? - Przygryzłam lekko wargę patrząc na niego przenikliwie. Od razu po j ego minie mogłam dostrzec, że jakoś nie chciał odpowiedzieć mi na to pytanie. - No powiedz! Jestem ciekawa.
- Że idę ze znajomym się spotkać. - Mruknął cicho, nieco zawstydzony. Pewnie myślał, że zrobi mi się przykro, ale zamiast tego zaśmiałam się cicho.
- To teraz uważaj by cię nie nakryli na kłamstwie. - Zachichotałam, a po chwili zjawiła się kelnerka, która przyjęła nasze zamówienie.
- Nie będę się tym przejmował. Chciałem tylko sobie zaoszczędzić tych wścibskich pytań, którymi by mnie zasypali. - Odparł patrząc na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Jasne, jasne. No dobra, już nie musisz się tłumaczyć.
Rozmawialiśmy ze sobą śmiejąc się, co jakiś czas i jedząc przy tym posiłek. SooHyun co chwila rozbawiał mnie jakimś tekstem a do tego ten jego specyficzny śmiech. Dobrze bawiłam się w jego towarzystwie i czułam się przy nim swobodnie, co dla mnie było bardzo ważne. Dowiedziałam się o nim paru ciekawych rzeczy, ale za to ja starałam się mówić o sobie jak najmniej. Po prostu nie lubiłam o sobie zbyt dużo i długo opowiadać. 
Po zjedzeniu kolacji spacerkiem udaliśmy się na plac, gdzie znajdowała się sporych rozmiarów fontanna i o dziwo było nawet dużo ludzi. przeważnie były to pary, z czego można było zauważyć. Chociaż tutaj rzadko kto okazywał sobie publicznie jakąkolwiek czułość. W pewnym momencie paru mężczyzn zaczęło grać na swoich instrumentach. Dwóch grało na skrzypcach, jeden na gitarze a czwarty na wiolonczeli. Była to spokojna i nieco nawet romantyczna melodia.
- Zatańczymy...? - Zapytał SooHyun stając przede mną z wyciągniętą dłonią. - Pamiętam, że wolisz tańczyć niż śpiewać.
Uśmiechnęłam się nieco rozczulona tym faktem i podałam mu dłoń. Podeszliśmy bliżej grajków i zaczęliśmy powoli tańczyć. Będąc tak blisko niego nawet nie miałam zamiaru patrzeć mu choćby przez chwilę w oczy. O nie! To by mnie jeszcze bardziej krępowało. Wystarczyło, że czułam na sobie wzrok starszego.
Już nie pamiętałam, kiedy ostatnio tak tańczyłam z kimś. Wydawało się, że to było wieki temu. Ale znowu wspomnienia niemiłosiernie do mnie wróciły. Akurat w tej chwili! Za wszelką cenę starałam się odpędzić je i próbowałam skupić się na SooHyunie.
Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego chciał się ze mną spotkać. Podstawowe pytanie chyba większości dziewczyn, który umówiły się się ze znajomym na wieczorny wypad. A teraz ten taniec... Później musiałam mu podziękować za to. Za ten miły wieczór. Ah... Gdyby tak mogłoby być częściej...
 W pewnym momencie zapomniałam się i nim się zorientowałam już oparłam policzek o ramie starszego. Nie myślałam o tym dopóki mężczyźni przestali grać, to stało się po długich minutach. Nie to bym narzekała czy coś. Było bardzo miło.
Niestety, kiedy już było po północy zdecydowaliśmy już wrócić do domu. W końcu SooHyun musiał rano wstać i ja również. Zamówił mi taksówkę i odprowadził, kiedy ta przyjechała.
- Dziękuje za miły wieczór. - Uśmiechnęłam się wdzięcznie tym razem już zdobyła się na odwagę by dłużej utrzymać z nim kontakt wzrokowy.
- Nie ma za co. Ja się świetnie bawiłem. Wróć ostrożnie do domu. - Zmierzwił mi lekko włosy i obdarował mnie delikatnym uśmiechem.
- Ty też. Uważaj na siebie. Dobranoc. - Pożegnałam się z nim i wsiadłam do taksówki, która zawiozła mnie do domu. Z jednej strony czułam już zmęczenie, ale z drugiej byłam... podekscytowana? Chyba tak mogę określić stan, w którym obecnie się czułam. Zastanawiające było jednak dla mnie to, że spotkanie miało cechy do randki.
Nie...! Nie, to nie mogła być randka!
A może...? 


gwiyomi - jest to wykonywanie gestów mające na celu sprawienia by śpiewający pokazał swoją uroczą/słodką stronę śpiewając do tego piosenkę
annyeong - cześć (może być i na powitanie i na pożegnanie)
hai - tak (z japońskiego)


Po tak długim czasie ponownie zawitałam i dodałam nową notkę. Mam nadzieję, że się podobało, bo nie będę się pytać czy jesteście na mnie źli. To jest zapewne oczywiste xD Może mając już prawie wakacje (bo przede mną jeszcze niestety 4 egzaminy maturalne) znajdę czas na czytanie książek, a dzięki temu może wróci do mnie wena. A to oznacza częstsze notki ^.^
Jeśli występują jakieś błędy bądź macie jakieś zastrzeżenia, śmiało pisać w komentarzach :)
Pozdrawiam Serdecznie!

Hwaiting~!!

sobota, 8 lutego 2014

"U-Kiss Me" part XII

Shin Dongho
Obudziłam się wcześnie rano przez hałasy dobiegające z kuchni. Od razu przypomniało mi się, że KyuWon jest teraz pod moim dachem. Miałam nadzieję, że może jednak uda mi się zasnąć, ale Kyu nie pozwalał mi na to, kiedy to co chwila coś spadało na podłogę. Po odgłosach mogłam domyślić się, że to garnki.
W końcu postanowiłam wstać i zrobić interwencje, bo moje biedne uszy nie mogły znieść tych dźwięków. Wyszłam z pokoju i od razu zobaczyłam ten bałagan, który zmroził mi krew w żyłach. Okay, może mały bałagan mi nie przeszkadzał, ale to...było nawet jak dla mnie za dużo!
- Dzień dobry! - Przywitał mnie KyuWon z pogodnym uśmiechem nakrywając do stołu. Podeszłam bliżej drapiąc się po głowie z zastanawiając się, co tu właściwie się stało.
- Dobry... - Mruknęłam w odpowiedzi. - Ehm... Czy tu przeszło jakieś tornado, że wszystko jest wyciągnięte z szafek? - Zapytałam unosząc lekko brwi. Mężczyzna spojrzał na mnie przerywając na chwilę nakładanie jakiegoś dania z patelni na talerz.
- Tornado? Nie... - Odparł spoglądając na mnie z lekkim zaskoczeniem. - Chciałem przygotować ci śniadanie i trochę mi czasu zajęło nim znalazłem wszystko. - Uśmiechnął się przepraszająco.
- I dlatego musiałeś wszystko wywalić na wierzch? - Westchnęłam ciężko biorąc się za chowanie garnków z powrotem do szafek.
- Mianhae... Zostaw. Ja potem posprzątam po sobie. - Rzekł i zaprowadził mnie do stołu.- Siadaj i zajadaj. Ja się zajmę resztą. Smacznego!
Dałam za wygraną, bo nie chciałam już od rana kłócić się ze swoim własnym szefem. Wzięłam pałeczki i zaczęłam jeść powoli, później jednak nabrałam więcej przekonania do dania, bo było nawet smaczne. Kogo jak kogo, ale Kyu bym nie podejrzewała o gotowanie.
Kilka minut później wstawiłam naczynia do zlewu i podziękowałam za śniadanie.
- Nie ma za co. W końcu mogłem, gdzie przenocować... - Powiedział kończąc już sprzątanie kuchni.
- Nie ma sprawy. Nie zostawiłabym cię na ulicy. - Uśmiechnęłam się delikatnie i lekko poklepałam go po ramieniu. Starałam się pomagać ludziom jak tylko mogłam i potrafiłam.
(...)
Weszłam do szpitala niosąc reklamówkę, w której miałam owoce. Miałam nadzieję, że Eli czuł się już lepiej. Bardzo się o niego martwiłam a zarazem złościłam na saesangi, przez które raper trafił do szpitala i zatruł się przez dodany wybielacz do napoju. Sprawa z tymi 'fanami' wcale nie ucichła, a chłopcy wciąż byli narażeni na ich ataki. Jednak niestety nie pracowałam już dla nich i właściwie nic nie powinno mnie to obchodzić, ale... Właśnie. Ale. Za bardzo ich polubiłam by się nie przejmować tym wszystkim. 
Zapukałam do drzwi, za którymi leżał Eli, jednak nie słysząc żadnej odpowiedzi, po prostu weszłam do środka. Zobaczyłam jak raper śpi i przez chwilę zawahałam się, ale zamknęłam za sobą drzwi. Cicho podeszłam do łóżka, ostrożnie położyłam reklamówkę na szafce i przykryłam go dokładniej. Przez chwilę zatrzymałam wzrok na jego spokojnej twarzy, a moje myśli skupiły się tylko na nim.
Dlaczego Azjaci musieli wyglądać tak uroczo, a zarazem pociągająco? Starałam się być odporna i myśleć trzeźwo, a nie patrzeć na ich wygląd, ale teraz... jakoś nie potrafiłam. Dopiero nagły hałas dobiegający z korytarza pomógł mi oprzytomnieć. Przełknęłam ślinę i zaczęłam wyciągać owoce. Chciałam by miał dużo witamin, a gotowanie marnie mi dość szło, bo jeszcze bym pogorszyła jego stan zdrowia.
- Temari... - Usłyszałam cichy szept, przez który lekko drgnęłam. Spojrzałam na chłopaka i napotkałam jego wzrok.
- Mianhae. Nie chciałam cię obudzić. - Powiedziałam siadając na krześle obok łóżka.
- Nic się nie stało. Miło, że przyszłaś. - Uśmiechnął się delikatnie. 
- Jak się czujesz? - Zapytałam troskliwie patrząc mu w oczy, co zaczynało mnie po dłuższym czasie krępować.
- Już trochę lepiej. Myślę, że niedługo wypiszą mnie ze szpitala. - Odparł i spojrzał na szafkę. - To dla mnie? 
- Ah. - Kiwnęłam głową. - Chcesz teraz coś zjeść?
- Jabłko.
Z delikatnym, ciepłym uśmiechem wzięłam owoc i podałam mu je.
- Proszę. Umyłam je wcześniej. Bez obaw.
- Myślałem, że pokroisz je i mnie nakarmisz... - Powiedział z powagą patrząc na mnie. - Jestem pacjentem.
- Ale rączki pan ma? Ma! Więc proszę. - Zaśmiałam się cicho, ale starszy wciąż nie chciał wziąć ode mnie jabłka. - Aigoo... Jesteś uparty!
- Nie wolno krzyczeć na pacjenta w szpitalu. - Odparł obdarowując mnie pogodnym uśmiechem, który stopiłbym każde twarde serce dziewczyny. I moje w tym momencie drgnęło niebezpiecznie.
- Aish... Ja mam specjalnie uprawnienia do tego. - Wytknęłam język, wstając po chwili i wyciągnęłam nóż ze swojej torebki. Całe szczęście, że pomyślałam o nim i wzięłam go ze sobą. 
- Widzę, że przygotowana jesteś. - Zaśmiał się patrząc na mnie jak zaczęłam kroić mu jabłko.
- Hai. Przeczuwałam, że będziesz taki wybredny. - Znów pokazałam mu język śmiejąc się pod nosem.
- Jesteś nie miła. - Mruknął raper.
- Nieprawda Gołębiu. - Odkroiłam kawałek jabłka i podałam mu je pod same usta i dopiero po chwili zorientowałam się, że może jednak nie powinnam tego robić, patrząc na wargi starszego. - Proszę!
Chłopak zadowolony zjadł i czekał na kolejny kawałek, który zaraz mu podałam.
- Dziękuje. - Powiedział uśmiechnięty Eli, gdy już skończyłam go karmić.
- Nie ma za co. O pacjenta się dba, nie? - Zaśmiałam się cicho i w tym momencie drzwi do pokoju otworzyły. SooHyun nieco zaskoczony moim widokiem od razu uniósł swoje kąciki ust w delikatnym uśmiechu.
- Annyeong! Widzę, że już masz opiekunkę. - Rzekł lider do rapera podchodząc do łóżka blondyna.
- No, żadna mi tu opiekunka! Ja się do tego nie nadaje. Tylko mu owoce przyniosłam by miał jakieś witaminy i trochę więcej siły. - Odparłam zerkając na SooHyuna.
- A to nie jest opieka? - Zapytał starszy patrząc na mnie z lekkim rozbawieniem.
- Czepiasz się szczegółów. - Rzekłam trącając go palcem w brzuch z delikatnym uśmiechem.

Po wizycie u Eliego wyszłam razem z SooHyunem ze szpitala i udaliśmy się na krótki spacer rozmawiając o tym, jak muszą sobie radzić z nieobecnością rapera. Czas tak szybko mijał, że nim się obejrzałam już powoli nastał wieczór. Chociaż w dobrym towarzystwie szybko mijają godziny. W końcu musieliśmy się pożegnać a ja ruszyłam w stronę swojego bloku. Miałam nadzieję, że nie zastanę w mieszkaniu porządek, chociaż właściwie nie wiedziałam ile czasu Kyu został tam. Może poszedł do biura?
Z rozmyślań wyrwały mnie czyjeś głośne krzyki. Uniosłam nieco głowę i dostrzegłam przed sobą grupkę pijanych chłopaków. Ledwo stali na nogach i śpiewali a właściwie wyli jak wilki do księżyca. Co za żałosny widok. Próbowałam wrócić do swoich myśli, ale kiedy jeden z nich zaczął mnie zaczepiać natychmiast zareagowałam.
- Cześć lalunia. - Powiedział jeden łapiąc mnie za nadgarstek. Zapewne myślał, że nie znałam koreańskiego. - Może się zabawimy?
- Zostaw mnie pijaku. - Warknęłam wyszarpując rękę z jego uchwytu i patrząc na niego z obrzydzeniem.
- Ej, uważaj co mówisz. Ile chcesz za seks? - Zapytał z chytrym uśmieszkiem.
Spojrzałam na niego urażona i wściekła, po czym uderzyłam go w nos.
- A ty ile chcesz, żeby cię wykastrować? - Zapytałam napastliwie. - A nie, mogę to zrobić za darmo!
- Wredna suka! - Krzyknął i od razu rzucił się na mnie. Jego kumple dopingowali go. Zaciągnął mnie w najbliższą ciemną uliczkę i tam przyparł mnie do muru. - Teraz się zabawimy. - Powiedział ochrypłym głosem.
- Z pewnością. - Odparłam z szyderczym uśmieszkiem, po czym kolanem uderzyłam go w kroczę. Chłopak zgiął się w pół a ja kopnęłam go w twarz, na co ten się przewrócił. Jego przyjaciele podbiegli do mnie otaczając mnie gotowi do walki. - Który pierwszy do grobu? - Zapytałam z pewnością siebie patrząc po kolei na każdego.
Chłopak, który oberwał ode mnie już podniósł się z ziemi na chwiejnych nogach. Widać miał problemy z równowagą, co mnie cieszyło. Bardzo. Spojrzałam na niego z wyczekiwaniem.
- No chodź. Chciałeś mnie zgwałcić. Pokaż czy masz jaja. - Powiedziałam kpiąco i wyzywająco. Nie musiałam długo czekać. Znów się na mnie rzucił z pięściami. Widocznie damski bokser był z niego, ale jaki kiepski. Wszystkie jego ciosy były wolne dla mnie, więc bez problemu ich unikałam. - Tylko na tyle cię stać? To teraz moja kolej. - Zaśmiałam się cicho i zaczęłam zadawać mu ciosy nieustannie. Z jego nosa już ciekła krew, miał rozciętą wargę i podbite oko. Ale co mi było z tego? Musiałam mu dać porządną nauczkę by szanował każdą kobietę. Kopnęłam go ponownie w kroczę, tym razem znacznie mocniej. Biedak złapał się za swoją męskość i przyklęknął jęcząc z bólu. To była świetna okazja by zadać mu ostateczny cios. Kopniakiem w głowę. Padł nieprzytomny zalany na twarzy w swojej krwi.
Zaraz za sobą usłyszałam krzyki i dwóch kolesi rzuciło się na mnie. Popchnęli mnie na mur, w który uderzyłam czołem. Syknęłam cicho i przez to byłam jeszcze bardziej wściekła. Czując ból, czułam jeszcze większe podniecenie i chęć do walki. Wtedy byłam w swoim żywiole. Odwróciłam się do nich i w ostatniej chwili uniknęłam uderzenia pięścią w twarz. Nogą zahaczyłam jego chwiejne już i tak nogi i padł na ziemię. Drugi złapał mnie za kurtkę szarpiąc się ze mną. Złapałam za jego nadgarstki i szarpnęłam by uwolnić się z jego łap, po czym szybko odwróciłam go do siebie plecami wciąż trzymając go za ręce, po czym nogą kładąc na jego plecach mocno pociągnęłam za jego łapy aż usłyszałam ten przyjemny dźwięk. Chłopak zawył z bólu nie mogąc już ruszać rękoma. Uśmiechnęłam się szyderczo patrząc na nich z wyższością.
- No co wy tacy słabi? - Zaśmiałam się, ale dłużej nie mogłam nacieszyć swych oczu tym widokiem, bo usłyszałam wycie policyjnych syren, więc natychmiast rzuciłam się do ucieczki. Co z tego, że pracowałam w firmie ochroniarskiej? Weszłam szybko po drabinie przeciwpożarowej na dach i sprawdziłam ile wynosi odległość od następnego budynku. Na całe szczęście były to jakieś dwa metry, zatem wzięłam rozbieg i skoczyłam na dach. Wciąż słyszałam w oddali syreny, więc biegłam, co sił w nogach, aby tylko być jak najdalej od miejsca bójki.





Bardzo przepraszam za taką długą nieobecność, ale nie miałam w ogóle weny. Gdzieś mi uciekła. Wyjechała na wakacje albo na emeryturę już ;/ Po drugie czasem brak mi czasu ani chęci, bo gdy mam wolne to zabieram się za inne rzeczy, aby tylko odpocząć od tej szkoły.
Opowiadania na zamówienie są w przygotowaniu. To nie tak, że zapomniałam. Bardzo przepraszam za opóźnienia. Napisze je i wstawię najszybciej jak będę mogła.
Jeśli wystąpiły jakieś błędy proszę kulturalne napisać w komentarzu a poprawię je.
Mam nadzieję, że choć trochę się podobało.
Pozdrawiam :)

~ Hwaiting!

środa, 23 października 2013

"U-Kiss Me" part XI

Kiseop Lee
Krótka informacja: opowiadanie na zamówienie dodam w środę/czwartek a kolejną część "U-Kiss Me" prawdopodobnie w weekend. Chyba, że zajmę się pisaniem innego opowiadania na mojego drugiego bloga (http://korean-paradise.blogspot.com/) lub będę siedzieć przy photoshopie.
Bądźcie proszę cierpliwi i wyrozumiali :)



- Sunbae! - Zawołałam wesoło i od razu ich uściskałam na powitanie. Miła niespodzianka w ciągu dzisiejszego dnia. - A wy czemu nie u rodziny? - Zapytałam z ciekawości. 
Chłopcy wymienili spojrzenia utrzymując powagę. Od razu uśmiech zszedł mi z twarzy widząc ich miny.
- Coś... coś się stało? - Spytałam niepewnie.
- Eli... leży w szpitalu. - Powiedział Kiseop drapiąc się za uchem.
- Co?! Co mu się stało? Jak dawno tam jest? - Patrzyłam na nich martwiąc się o głównego rapera zespołu.
- Wczoraj wieczorem zawieźli go do szpitala. Otruto go wybielaczem, który wlano mu do napoju. - Odezwał się SooHyun. - Właśnie do niego idziemy.
- Mogę iść z wami? - Zapytałam, choć i tak nawet gdyby mi nie pozwolili to bym poszła odwiedzić Eliego. Na szczęście oboje kiwnęli głowami i razem udaliśmy się do szpitala. Przeczuwałam, że to sprawka saesangów, bo kto inny mógłby to zrobić?
Eli leżał w pokoju i rozmawiał z managerem, więc nie chcieliśmy im przeszkadzać. Jak można uwielbiać swojego idola i tak go potraktować? Przecież to jest chore. Wstrętne małolaty bez mózgu i żadnych uczuć ani rozsądku. Najgorsze w tym wszystkim było chyba to, że nawet nie można było nikogo zaciągnąć do sądu by odpowiedział za ten wyczyn.
- Przecież to mogło skończyć się znacznie gorzej. - Powiedziałam, kiedy manager opuścił Eliego i teraz stał ze mną na korytarzu. Nie mogłam przepuścić takiej okazji do rozmowy. - Trzeba jakoś ukarać te gówniary.
- Nic nie możemy zrobić. To są fani. Nieletnie w dodatku. - Odpowiedział mężczyzna, który sam zapewne niewiele mógł zdziałać w tej sprawie.
- Za takich fanów to ja bym podziękowała. W ogóle jakim cudem ktoś mógł dodać wybielacza do napoju Eliego? - Zapytałam zdenerwowana, że winnemu ujdzie to na sucho i takie wypadki nie skończą się tak szybko.
- Fani wysyłają do nich napoje czy jedzenie okazując w ten sposób troskę o nich. To nic złego...
- Pod warunkiem, że nie ma tam trucizny... - Przerwałam mu i spojrzałam na rapera, który leżąc wciąż w łóżku patrzył na nas i aż szkoda mi się zrobiło, że niewinna osoba musi cierpieć przez czyjś niedorozwinięty mózg. 
- Fani to fani. Dzięki nim zarabiamy. Nie możemy im nic zrobić, bo tracąc ich grupa może się rozpaść. - Rzekł manager i odszedł dając do zrozumienia, że nie można nic zrobić jak tylko dbać o Eliego i wciąż się uśmiechać jakby nic się nie stało.
Westchnęłam cicho i weszłam do pokoju patrząc smutno na rapera. Nawet nie chciałam pytać o to, jak się czuje, bo uważałam, że to raczej nie na miejscu.
- Mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz... - Powiedziałam cicho i odgarnęłam mu kilka kosmyków, które opadały na jego czoło i wchodziły mu do oczu.
- Spokojnie. Nic mi nie będzie. - Odparł delikatnie uśmiechając się do mnie chcąc pokazać, że ma jeszcze siłę.
Posiedziałam jeszcze jakiś czas z Elim, rozmawiając i wspierając go, po czym niestety musiałam opuścić szpital, bo czas odwiedzin dobiegł końca. Pożegnałam się również z SooHyunem i Kiseopem, którzy pojechali taksówką do swojego dormu.
Szłam akurat ulicą, gdy dostrzegłam już z oddali KyuWona - mojego nowego szefa, który siedział pod moim blokiem na jednej z większych walizek. Zmarszczyłam lekko brwi zastanawiając się, co on też tu robi.
- A ty...co? - Zagadnęłam podchodząc do niego i patrząc badawczo na bagaż Azjaty.
KyuWon spojrzał na mnie i przełknął ślinę.
- Nie mam gdzie spać... - Odparł cicho.
- Co? Dlaczego?
- Dziewczyna wyrzuciła mnie z mieszkania. - Dodał patrząc na mnie jak zbity pies wyrzucony z własnej budy, do której nie mógł wrócić.
- Nie masz... znajomych? Przyjaciół? Rodziny, u których mógłbyś przenocować? - Zapytałam.
- No e... nie. Nie chcąc mnie widzieć. A znajomi... zawsze jest ktoś, kto się nie zgodzi przenocować człowieka.
- A hotel? Cokolwiek?
- Nie mam tyle kasy... - Mruknął pod nosem patrząc na mnie jak szczeniaczek. Myślałam, że zaraz zacznie piszczeć jak piesek, abym tylko pozwoliła mu przenocować u siebie.
Westchnęłam cicho szybko podejmując decyzję. Nie mogłam go tak zostawić i pozwolić by spał na ulicy.
- Jak dasz radę sam wnieść swoje rzeczy do możesz u mnie nocować. - Powiedziałam wyciągając klucze by otworzyć drzwi do klatki schodowej.
KyuWon wziął wszystkie swoje bagaże uginając się pod ich ciężarem, ale dumnie szedł za mną po schodach, dopóki nie dotarliśmy do mojego mieszkania.Wpuściłam go do środka i jedynie, gdy tylko przekroczył próg rzucił wszystkie swoje bagaże na podłogę, a sam położył się wyczerpany na kanapie.
- Przyzwyczaj się, bo to dziś będzie twoim łóżkiem. - Powiedziałam z delikatnym uśmiechem zamykając za sobą drzwi. - Herbaty? Soku? Wody? - Zapytałam ściągając buty i kurtkę, po czym udałam się do kuchni chcąc przygotować coś do picia i jedzenia.
- Wody... - Wysapał KyuWon rozkładając się na kanapie. - Ładne mieszkanko. - Dodał rozglądając się po pokoju. - A tam, co jest? - Wskazał na pokój gościnny.
- Zakaz wstępu dla ciebie. - Odparłam zerkając na niego. Chwilę potem postawiłam szklankę wody i talerzyk z ciasteczkami na stole.
- A tak serio?
- To było serio... - Odpowiedziałam ze śmiertelną powagą chcąc trochę się z nim podroczyć i sprawdzić na ile mogę sobie pozwolić. - Napij się, zjedz ciastka a ja zaraz wrócę. Tylko mi tu nie grzeb po szufladach, bo strzelę po łapach. - Dodałam idąc do pokoju, który niedawno wskazał szef.
- Yah! Jesteś niemiła dla starszego! Trochę szacunku! - Zawołał za mną i duszkiem wypił całą szklankę wody.
W pokoju gościnnym przygotowałam łóżko dla szefa i zajrzałam do wszystkich szuflad i szafek sprawdzając, czy przypadkiem niczego tam nie zostawiłam. Parę minut później wyszłam do salonu, ale ku mojemu zdziwieniu KyuWona nie było, a drzwi do łazienki były otwarte, więc od razu dostrzegłam, że i tam go nie ma. Ruszyłam powoli do swojej sypialni  i stanęłam w progu. Szef już leżał na moim łóżku przykryty kołdrą. Chciałam już się odezwać, ale chrapnął cicho, co znaczyło, że zasnął. Nie chciałam go budzić, zatem wzięłam tylko swoją piżamę i zamknęłam za sobą drzwi zostawiając Koreańczyka samego w pokoju.
Sama poszłam wziąć prysznic a potem tylko już położyłam się spać.

sunbae - zwrot grzecznościowy do starszej osoby

Ah... Przepraszam, że tak długo nic tu nie dodawałam. Brak czasu, chęci i pomysłu na ciąg dalszy, ale na szczęście postój pisarski mam już chyba za sobą. Jednak teraz jedynie będę potrzebowała czasu na dodawanie kolejnych notek. Jak wiecie szkoła jest, prace domowe, sprawdziany i późne wracanie do domu nie sprzyja pisaniu.
Mam nadzieję, że się spodobało i wybaczcie jeśli notka jest za krótka. Liczę na Wasze komentarze.

A i jeszcze jedno: Ktoś by chciał opowiadanie ze swoim biasem w roli głównej? Tylko z k-popu, tylko mężczyźni. Jeśli tak - zostaw komentarz ^^
Pozdrawiam :)
Hwaiting~!

wtorek, 6 sierpnia 2013

"U-Kiss Me" part X

Kyu Won Nam
Nie wiedziałam, co się stało, że szef zabrał mnie do pracy w terenie bym mu towarzyszyła. Coś nowego, ale cieszyłam się gdyż dzięki temu wiedziałam, że będę coraz bliżej awansu na dostanie cięższych zadań. 
Odwiedziliśmy kilka miejsc by wyciągnąć jakieś informacje na temat gangu, który ostatnio sprawiał coraz więcej problemów. Była to świeża grupa przestępcza nieźle rzucająca się w oczy. Nie to, co inne gangi, po których śladu praktycznie nie było. Już myślałam, że obędzie się dzisiaj bez żadnych kłopotów, kiedy to padły strzały, tuż po naszym wyjściu z jednego z klubów. Chonyung pociągnął mnie za samochód, wyciągając w tym czasie broń i zaczął strzelać do przeciwników. Ponieważ mi jeszcze nie wydano broni z powodów mojego młodego wieku, bo w Korei jeszcze nie jestem do końca pełnoletnia, jedynie mogłam rozglądać się by w razie czego chronić mojego szefa.Całe szczęście, że miałam chociaż przy sobie nóż, kunai i kilka szurikenów. W takich chwilach walka w ręcz nie wchodziła w grę a jak miałam pomóc nie mając pistoletu? 
Wcale się nie bałam o to, że mogę jakimś cudem zostać postrzelona. To nie był mój pierwszy raz znajdując się w takiej sytuacji. Denerwowało mnie jednak ta bezradność, choć bardzo kusiło mnie by użyć swojego daru, ale jednak powstrzymałam się, bo nie chciałam wpaść w jakiekolwiek kłopoty. W pewnej chwili dostrzegłam za nami jakiegoś młodego faceta wyciągającego dość spory nóż, którym chciał zaatakować mojego szefa. Natychmiast zareagowałam podbiegając do niego i mocno łapiąc za jego nadgarstek, który wykręciłam, aby wypuścił z dłoni broń. Gdy to mi się już udało jeszcze przez chwilę się z nim szarpałam i dałam cios w gardło, po którym facet padł łapiąc się za szyję. Zaraz potem kopnęłam go w głowę a ten upadł na ziemię nieprzytomny. Niestety nie miał żadnej broni przy sobie, którą mogłabym 'wypożyczyć'.
- Temari! - Usłyszałam krzyk swojego szefa. Odwróciłam się natychmiast, a Chonyung wskazywał na młodego mężczyznę uciekającego po drugiej stronie ulicy. Nie musiał już nic więcej mi mówić. Od razu ruszyłam biegiem za nim omijając jadące samochody na ulicy, które zatrzymywały się z piskiem opon. Przed oczami miałam tylko jeden cel: dopaść faceta. Był przede mną jakieś kilkanaście metrów, ale to z czasem się zmieniało i dystans dzielący nas powoli się zmniejszał. Biegłam ile sił w nogach, aby tylko go dorwać, kiedy ten wbiegał już na pasy i nagle z dużą prędkością potrącił go samochód dostawczy. Mężczyzna odbił się od maski i upadł z jakieś trzy metry na asfalt. Podbiegłam do niego i sprawdziłam puls. Nie żył. Westchnęłam cicho niezadowolona, że to musiało się tak akurat skończyć. Teraz nici, aby go przesłuchać i być może dowiedzieć się czegoś.
Niedługo potem przyjechały radiowozy i karetka, która zabrała ciało już nieboszczyka. Rozglądałam się dookoła szukając wzrokiem swojego szefa, ale nigdzie nie mogłam go dostrzec. Wróciłam na miejsce strzelaniny i tam również stała karetka i kręciło się kilku policjantów. Mój szef trafił paru wrogów, którzy zostali przewiezieni do szpitala. Wszystkich pytałam, czy nie wiedzieli Chonyunga, aż w końcu dowiedziałam się, że jego również zabrała karetka. 
Wróciłam do firmy by złożyć raport, a potem pojechałam do szpitala by odwiedzić szefa, jednak ponieważ nie byłam z rodziny to nie mogłam zobaczyć jak się czuję. Jedynie dowiedziałam się, że wszystko z nim w porządku i za jakiś czas zostanie wypisany ze szpitala.

Następnego dnia zostałam wezwana do pracy. Zdziwiło mnie trochę, że szefa tak szybko wypuścili i pozwolili wrócić do pracy, ale on był twardy i wiedziałam, że nie będzie leżał sobie w szpitalu i się obijał.
Ruszyłam do jego gabinetu i już w oddali dostrzegłam jak ktoś grzebie w rzeczach Chonyunga. Weszłam do środka mierząc wzrokiem młodego mężczyznę i przystanęłam w progu. Pierwszy raz widziałam go w firmie, więc od razu byłam do niego wrogo nastawiona.
- Szuka pan czegoś? - Zapytała chłodno. Odwrócił się do mnie napięcie i uśmiechnął się delikatnie. - Zadałam pytanie. - Powiedziałam, kiedy przez dłuższą chwilę po prostu milczał.
- Tak, szukam dokumentów. - Odparł i znów zaczął wertować stos teczek położonych na biurku mojego szefa.
- A ma pan prawo w ogóle przebywać w tym pomieszczeniu?
Znów się uśmiechnął zerkając na mnie z lekkim rozbawieniem. Patrzyłam na niego w oczekiwaniu na jakąś odpowiedź, ale ten wciąż czegoś szukał, aż w końcu wyciągnął teczkę zaraz do niej zaglądając.
- Ty jesteś Temari, prawda? - Zapytał przenosząc wzrok na mnie. - Chonyung mówił mi o tobie.
- O mnie? Nie rozumiem. Kim pan jest? I czego pan tu szuka?
- Już znalazłem to czego szukałem. - Zamknął teczkę wpatrując się we mnie ze swoim lekkim uśmiechem. - Dwie rzeczy za jednym zamachem. 
- Gdzie jest Chonyung? - Zapytałam chłodno nie rozumiejąc jakim prawem ten koleś grzebie w rzeczach mojego szefa. Nikt nie miał do nich dostępu.
- Myślałem, że wiesz. Jest w szpitalu i trochę tam pobędzie. - Odparł i ruszył do wyjścia, ale ja go tak łatwo nie przepuściłam.
- Wiem to. Myślałam...
- ...że już wrócił? - Dokończył za mnie patrząc mi w oczy. - Przykro mi, że cię rozczarowałem. 
- Ty? - Zdziwiłam się, a ten przemknął obok i szedł już korytarzem do windy. - Yah! - Ruszyłam za nim.
- To ja wezwałem cię tutaj. Chciałem z tobą porozmawiać. - Powiedział wchodząc do windy, a ja musiałam wejść za nim. Czego on ode mnie chciał?
- O czym?
- O tym, że zastępuję twojego szefa na czas jego nieobecności. - Rzekł patrząc na mnie z tym swoim drwiącym uśmieszkiem. - Witaj partnerko.
Spojrzałam na niego unosząc lekko brwi. To chyba jakiś żart?
- Partnerko? Że niby.. my razem mamy pracować?
- Tak. - Odparł, kiedy wtem drzwi widny rozsunęły się i ruszył do wyjścia z firmy. Chcąc nie chcąc poszłam za nim. - Jakiś problem? - Odwrócił się do mnie. - Sprawa już w sumie jest załatwiona, więc... nic raczej z tym nie zrobisz.
Spojrzałam na niego niezadowolona wychodząc za nim z budynku i dotrzymując mu kroku. Nie wiedziałam, gdzie zamierza iść, ale musiałam jeszcze z nim porozmawiać. Dlaczego tak szybko znaleziono mi partnera? 
- Chwila. To znaczy... że z Chonyungiem jest aż tak źle?
- No... powiedzmy, że trochę potrzebuje czasu by wyzdrowieć, a nie możesz zostać bez szefa, bo kto będzie ci zlecał zadania? - Odparł przechodząc przez pasy, po czym zatrzymał się przed jakąś kawiarenką. - Nie jesteś jeszcze pełnoletnia w tym kraju.
- Nie do końca! -Wtrąciłam z oburzeniem kładąc ręce na biodrach.
- Musisz mieć przewodnika, opiekuna, nauczyciela... zwał jak zwał. - Otworzył drzwi chcąc bym weszła do środka. - Sama na pewno nie będziesz prowadzić żadnej sprawy. Nie masz na to zezwolenia.
Zmrużyłam nieco oczy i niechętnie przekroczyłam próg wchodząc do kawiarenki. 
- Co my tu właściwie robimy? - Zerknęłam na niego pytająco. Mężczyzna przeszedł obok mnie i zamówił sobie kawę a dla mnie wziął sok pomarańczowy, po czym usiadł przy stoliku. Podążyłam za nim zajmując miejsce na przeciwko niego. - Powinniśmy teraz tu siedzieć?
- I tak nie masz nic do roboty. - Zaśmiał się krótko i wziął łyk kawy, po czym otworzył teczkę. Od razu dostrzegłam swoje zdjęcie. Tam były moje dane! - Temari Collins. Lat 18...
- Prawie 19! - Wtrąciłam z oburzeniem.
- Masz wysokie kwalifikacje i dużo doświadczenia jak na tak bardzo młody wiek. Nic dziwnego, że cię przyjęli. - Odezwał się w końcu wertując kartki, gdzie miał wszystkie informacje o mnie. - Jak to możliwe? - Spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Nie twoja sprawa. - Wytknęłam język i upiłam parę łyków soku.
- Ale to jest zadziwiające. Dziewczyna po przejściach? Nieźle cię szkolili, co? - Uśmiechnął się lekko i znów spojrzał w teczkę. - Aikido, kung fu...
- Jujitsu. - Dodałam za niego. - Czemu wertujesz w moich aktach? 
- Muszę wiedzieć coś o tobie.
- Może jeszcze zapytaj o ulubiony kolor, bo tego tam nie ma. - Rzekłam ironicznie rozglądając się po kawiarence. - A czemu ja nie mogę przejrzeć twojej teczki? Nawet nie wiem jak się nazywasz. To nie fair!
Mężczyzna zaśmiał się i spojrzał na mnie uśmiechając się.
- Kyu Won Nam. - Przedstawił się. - Były partner Chonyunga. 
- Były? - Zdziwiłam się.
- Uhm. - Kiwnął głową. - Przydzielili mi kogoś innego, kiedy cię przyjęli. Więc zastępujesz mnie. - Uśmiechnął się lekko.
- Więc dlatego... teraz jesteś moim partnerem? Bo kiedyś pracowałeś z Chonyungiem? - Zapytałam, na co mężczyzna pokiwał głową pijąc kawę. Teraz już wszystko rozumiałam. - Nie jesteś... zbyt młody na zajmowanie się... stażystką? - Odezwałam się trochę niepewnie.
- Pół roku temu dostałem awans i zdobyłem kwalifikacje na to stanowisko, więc bez obaw. Uznali, że wzięcie cię pod swoje skrzydła będzie dla mnie dobrym doświadczeniem jak na początek. - Odparł pogodnie.
Po jakimś czasie, kiedy już chyba wiedziałam prawie wszystko i nie miałam żadnych wątpliwości ani pytań do mojego nowego partnera/szefa, wyszliśmy z kawiarenki. Kyu Won musiał jeszcze wrócić do firmy, ale ja na szczęście mogłam już wrócić do domu. Ruszyłam przed siebie i chciałam już skręcić w następną uliczkę, kiedy nagle wpadłam na kogoś. Spojrzałam na kogo wpadłam i od razu uśmiechnęłam się pogodnie.
- Sunbae...!




Podobało się? Zostaw komentarz! :)
Jak myślicie, na kogo wpadła Temari? 
Przepraszam, że tak trochę późno dodaje posta, ale nie miałam weny no i chciałam trochę skorzystać z lata, póki ładna pogoda ^^ I dziękuje za Wasze komentarze. Motywują do dalszego pisania.
Pozdrawiam!

Hwaiting~!

czwartek, 1 sierpnia 2013

"U-Kiss Me" part IX

Ellison (Eli) Kim (główny raper)

Melodia ucichła a razem z nią i my. Zapadła cisza, a ja spojrzałam na chłopaka mając nadzieję, że choć trochę teraz czuje się pewniej. Jego dłonie już tak nie drżały jak wcześniej, a na twarzy starszego widniał delikatny uśmiech. 
- Masz nawet ładny głos. - Zaśmiał się SooHyun przerywając tą ciszę. Wytknęłam do niego język, ale zaraz się uśmiechnęłam i lekko przygryzłam dolną wargę.
- Wolę tańczyć niż śpiewać. - Odparłam cicho palcami delikatnie dotykając klawiszy. Czułam na sobie wzrok lidera, ale nie chciałam na niego spojrzeć. Jakoś peszył mnie taki bliski kontakt wzrokowy z kimkolwiek.
- Ale dziękuje, że ze mną zaśpiewałaś. - Powiedział cicho starszy. - Następnym razem będę pamiętał, że wolisz taniec. Obiecuję. - Dodał, po czym wstał i wyciągnął do mnie rękę. Spojrzałam na niego nieco zdziwiona. - Czas na koncert. Chodź, bo i nas zaczną szukać. - Uśmiechnął się delikatnie, ale ciepło i tak uroczo...
Złapałam jego dłoń, wstałam i spojrzałam na chłopaka. Będzie mi go brakować. 
- Uhm. - Kiwnęłam głową odwzajemniając uśmiech. - Chodź. Trzeba przypudrować ci nosek. - Zaśmiałam się cicho i zmierzwiłam lekko jego włosy.
- Yah...! - Zawołał SooHyun śmiejąc się pod nosem i od razu poprawił swoją fryzurę. 
Razem szybko poszliśmy by dołączyć do reszty zespołu, którzy byli już gotowi. Jedynie lider musiał się przebrać, dostać oczywiście trochę pudru i przyczepić mu mikrofon. U-KISS jeszcze przed wyjściem na scenę krzyknęli 'Hwaiting!' i życzyłam im powodzenia. Ostatni raz, kiedy widzę ich na żywo. Potem pozostanie mi jedynie telewizja i filmiki na YouTube czy stronie wytwórni.
Poczekałam aż zaczęli śpiewać, a potem żegnając się uprzednio z ekipą, wyszłam z budynku i taksówką pojechałam do dormu by spakować swoje rzeczy. Na koniec jeszcze przygotowałam dla nich danie, które po koncernie jak wrócą do mieszkania będą mogli sobie odgrzać i zjeść. Potem mogłam już ze spokojną głową wyjść z dormu, uprzednio zamawiając taksówkę, która teraz czekała na mnie. Pojechałam nią do swojego mieszkania, gdzie ponad miesiąc mnie tu nie było. Dobrze, że nie miałam żadnych roślin, bo inaczej były by chyba w złym stanie.
Zapaliłam światło, kiedy już zamknęłam za sobą drzwi. Zdjęłam buty i od razu udałam się do swojej sypialni, gdzie postawiłam walizkę przy moich dużym łóżku. Położyłam się na nim rozkładając ręce i zamknęłam oczy. Co prawda tęskniłam już za chłopakami, ale teraz jedynie myślałam o tym, by odpocząć.

Obudziłam przed południem całkowicie odprężona i wyspana. Przeciągnęłam się leniwie ziewając przy tym i spojrzałam na zegarek. Było prawie po jedenastej. Niechętnie wstałam, wyciągnęłam jakieś ciuchy z szafy oraz bieliznę, po czym poszłam do łazienki, gdzie wzięłam długi prysznic.
Zdążyłam się ubrać, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Kogo niesie o tej porze...? - Zapytałam sama siebie i wyszłam z łazienki wciąż trzymając ręcznik w dłoni, gdyż miałam jeszcze mokre włosy. Spojrzałam przez wizjer i od razu otworzyłam drzwi witając gości z uśmiechem.
- Niespodzianka! - Zawołali radośnie.
- Myślałaś, że można tak nas zostawić bez pożegnania? - Zapytał Kevin wchodząc do mieszkania i wręczył mi białego misia, po czym zaraz mnie przytulił delikatnie.
- Nieładnie! - Dodał Kiseop, który również mnie uściskał. Z resztą jak reszta zespołu, którzy weszli do mojego mieszkania od razu mnie przytulając. Czułam się trochę niezręcznie, kiedy tulił mnie Eli i SooHyun, ale przywitałam ich równie ciepło.
- Co wy tu robicie? - Zapytałam w końcu patrząc na ich uśmiechnięte buzie.
- Jak to co? - Wtrącił Dongho.
- Zniknęłaś to przyszliśmy dalej cię zadręczać. - Zażartował Eli.
- Ne. Jadłaś śniadanie? - Zapytał Kevin obdarowując mnie swoim promiennym uśmiechem.
- Nie. - Pokręciłam głową.
- To dobrze, bo zrobiliśmy zakupy i przygotujemy ci śniadanko. - Rzekł wesoło SooHyun i od razu poszedł do kuchni, a zanim ruszył Eli, maknae i Kevin, którzy wzięli torby z zakupami od AJ'a, Hoona i Kiseopa. Ci natomiast zaprowadzili mnie do kanapy, na której usiedliśmy i chłopcy od razu wypytywali mnie, dlaczego nie zostałam na koncercie i potem się z nimi nie pożegnałam. Tak, musiałam się im tłumaczyć, ale nie byli na mnie źli. Zaczęliśmy później żartować i śmiać się, zwłaszcza z Gołąbka i Kiseopa. Eli nieraz wtrącał się w rozmowę, kiedy tylko słyszał, że mówimy o nim. Miałam jedne duże pomieszczenie, gdzie salon był połączony z kuchnią oraz jadalnią, zatem 'kucharze' wszystko słyszeli. Czasem tylko odzywali się przerywając na chwilę gotowanie.
W końcu Eli razem z SooHyunem nakryli do stołu i zaraz zaprosili nas, a przede wszystkim mnie do śniadania. Zajęliśmy krzesła i zaczęliśmy jeść. Posiłek był jak zwykle bardzo smaczny. Chłopcy umieli gotować, nawet bardzo dobrze.
- Mogliście tak po prostu przyjść do mnie? - Zapytałam w końcu przerywając jedzenie. Spojrzałam na każdego po kolei.
- Mamy wolne. Taki urlop, więc robimy,co chcemy. - Odpowiedział maknae.
- Jednak większość z nas jedzie potem odwiedzić swoją rodzinę. Rzadko, kiedy u nich bywamy, więc korzystamy z okazji. - Dodał Hoon patrząc na mnie.
- Ale musieliśmy cię odwiedzić. - Wtrącił Eli. - Nieładnie tak znikać bez pożegnania.
- No właśnie. - Pokiwał głową SooHyun, a ja trochę skuliłam się siedząc na tym krześle i wpatrując się w swój talerz.
- Mianhae. - Mruknęłam przepraszająco, a Kiseop, który siedział obok mnie, lekko poklepał moje ramię.
- No już dobrze. 
- Zamierzamy zabrać cię gdzieś dzisiaj jeśli nie masz nic przeciwko i żadnych planów. - Powiedział Kevin uśmiechając się wesoło.
- Nie, nie mam. - Pokręciłam głową odwzajemniając delikatnie uśmiech.
- Świetnie! - Klasnął w dłonie AJ. 
Po zjedzeniu śniadania pomogłam chłopcom w posprzątaniu i umyciu naczyń, mimo ich chcieli mnie wygonić z kuchni. Musiałam potem na chwilę ich przeprosić by szybko wysuszyć swoje włosy, gdyż jeszcze były trochę mokre. Zrobiłam sobie koka, lekki makijaż i już byłam gotowa do wyjścia. 
- To gdzie idziemy? - Zapytałam pakując do swojej torebki najpotrzebniejsze rzeczy jakie musiałam mieć przy sobie, a potem założyłam buty i mogliśmy wyjść z mojego mieszkania.
- Niespodzianka. - Odparł Hoon uśmiechając się do mnie delikatnie.
- Spodoba ci się. - Dodał Kevin wychodząc jako ostatni, ale to ja musiałam zamknąć drzwi na klucz. Zeszliśmy po schodach by wyjść z bloku i aż trzema taksówkami pojechaliśmy do salonu gier. Było tam dosłownie wszystko. Kilkanaście sal z różnymi atrakcjami i grami. Rozglądałam się dookoła zachwycona, że zabrali mnie w takie miejsce. Uśmiech nie schodził mi z twarzy i zapewne wyglądałam jak głupia, czy nienormalna, ale miałam to gdzieś. 
Chłopcy zabrali mnie najpierw na kręgle i musieli mi wytłumaczyć i pokazać jak w to grać, gdyż wcześniej nie miałam z tym styczności, ale dla mnie ważniejsza była dobra zabawa. Po tym jak Kiseop wygrał, a SooHyun zajął drugie miejsce poszliśmy pograć w bilarda. Lider jakoś nie bardzo był zadowolony, bo tym razem coś kiepsko mu szło, ale pocieszałam go tym, że i ja też nie byłam w tym zbytnio za dobra. Nie obyło się oczywiście bez wstąpienia na karaoke. Koreańczycy uwielbiają taką rozrywkę. Znów z nimi śpiewałam i się wygłupialiśmy jak za pierwszym razem. Tylko tym razem chłopcy obiecali, że nie będą pić soju ani grać w żadną 'grę śmierci'. 
W między czasie robiliśmy sobie śmieszne zdjęcia, a Eli zaśpiewał jeszcze 'gwiyomi song' i nie mogliśmy przestać się śmiać z jego słodyczy i tych minek, które robił. Później poszliśmy coś zjeść, a na zbliżający się wieczór chłopcy wymyślili, że zabiorą mnie do kina na horror bym nie mogła spać. Co prawda były momenty, w których aż podskoczyłam wystraszona, ale tak to film był ciekawy a momentami nawet śmieszny.
Na koniec razem poszliśmy na krótki spacer do parku, gdzie niedaleko był plac zabaw i tam Kevin z Kiseopem zaciągnęli mnie na ślizgawkę. W tym czasie Eli i SooHyun usiedli na konikach na sprężynie i zaczęli się po prostu się bujać na nich. Dongho i Hoon siedzieli na huśtawce, a AJ robił nam zdjęcia. 
Takie duże dzieci z nich. Nie mogłam przestać się śmiać. Tak bardzo poprawili mi humor i świetnie się z nimi bawiłam, ale niestety każda dobra zabawa musi się kiedyś skończyć. Chłopcy odprowadzili mnie pod blok i tam uściskałam wszystkich dziękując za mile spędzony dzień.
- Mamy nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy. - Powiedział Kevin uśmiechając się przyjaźnie.
- Jeśli nie będziecie zbytnio zajęci to może was odwiedzę. - Odparłam odwzajemniając uśmiech.
- A jeśli tego nie zrobisz to my cię nawiedzimy. Znowu. - Dodał poważnym tonem SooHyun, ale zaraz zmierzwił mi lekko włosy.
- Nie mam nic przeciwko. - Zaśmiałam się cicho i na pożegnanie pomachałam im, po czym weszłam do klatki i udałam się do swojego mieszkania nie przestając się uśmiechać. Byli kochani. Miałam nadzieję, że cali i zdrowi wrócą do domu. Już za nimi tęskniłam, ale wiedziałam, że tak szybko znów się raczej nie zobaczymy. Teraz podczas ich urlopu na pewno wyjadą do swoich rodzin i tam spędzą swoje dni wolne.





Podobało się? Jesteś ciekaw, co będzie dalej?
Zostaw komentarz! 
Następny rozdział pojawi się jak będzie więcej komentarzy.
Pozdrawiam!

Hwaiting~!

poniedziałek, 29 lipca 2013

"U-Kiss Me" part VIII

Jaeseop Kim (AJ - drugi raper)
Tego wieczora jakoś ciężko mi było zasnąć. Nie wiedziałam, czy to przez ten całus w czoło od Eliego czy może po prostu z jakiegoś innego powodu. Nie rozmyślałam tak nad tym... no dobra, może trochę. Przecież takie zachowanie nie bierze się z niczego. Azjaci zawsze mają jakiś powód do takich gestów. Tylko, co niby miało by za nim stać? 
Kręciłam się w łóżku jakbym miała w tyłku jakieś robaki, ale w zasadzie rzadko, kiedy leżałam spokojnie. Przysnęłam dopiero gdzieś nad ranem, jednak zbyt długo sobie nie pospałam, bo zaraz obudził mnie budzik. Jak już wstałam to po prostu tęskniłam za tym ciepłym i wygodnym łóżkiem, do którego z chęcią bym wróciła. Niestety nie mogłam. Dziś U-KISS wyruszali w trasę koncertową. Za jakieś dwie godziny mieliśmy już być na lotnisku skąd polecimy do Tajlandii, potem odwiedzimy Hong Kong, Japonię i Koreę na koniec. 
Czułam się jak zombie. Oczy mi się prawie same zamykały. Starałam się wyszykować najszybciej jak tylko mogłam, ale już samochód czekał na nas na dole razem z managerem. Nawet śniadania nie zdążyłam zjeść, ani nic zabrać ze sobą by choć w drodze coś przegryźć. Chłopcy mimo iż ich tempo wyglądało na ślimacze to jednak byli przede mną. Nie wiem, jak oni to zrobili, ale ostatnia wsiadłam do auta. Do tej pory jakoś mijałam się z Elim, więc nawet nie miałam zbytnio z nim styczności. I całe szczęście. Nie chciałam by doszło do kolejnej niezręcznej dla mnie sytuacji. Byłam ich ochroną a w moich zasadach jak i w pracy nie było miejsca na jakieś amory, choć bardzo ich lubiłam to jednak wciąż byli nieosiągalni. Z resztą... za kilka dni ich opuszczę i już raczej nie będziemy się widzieć. 
O czym ja w ogóle myślę?! Pabo Temari!
Droga na lotnisko tak bardzo mi się dłużyła, że o mało nie zasnęłam, a bałam się nawet zamknąć oczy na chwilę, bo zaraz pewnie bym zasnęła. Chłopcy mogli się zdrzemnąć z tyłu, choć słyszałam, że niektórzy to rozmawiali i śmiali się. Ziewnęłam przeciągle i na całe szczęście w końcu dotarliśmy na lotnisko, gdzie niestety czekały już fanki na swoich idoli. Westchnęłam cicho wysiadając z auta, po czym razem z resztą ochroniarzy pilnowaliśmy by zespołowi nic się nie stało.
Przeszliśmy przez odprawę i mogliśmy w końcu wsiąść do samolotu. Po kilku minutach zajęłam swoje miejsce obok Eliego, a przy nim siedział jeszcze Kevin. Praktycznie z nikim nie rozmawiałam podczas lotu. Eli zawsze czuł się senny w samolocie i zasną zaraz po starcie, Kevin tak samo. Nie wiedziałam jak tam reszta, bo nie miałam ich w zasięgu wzroku. Co prawda nie było tu żadnych fanek, ale i tak nie mogłam zasnąć. Nie płacą mi za spanie tylko chronienie ich wszędzie, gdzie tylko będą. 
W Tajlandii odwiedziliśmy jeszcze po przylocie salę koncertową. Kilka prób, a potem do hotelu by już następnego dnia przed południem spotkać się z fanami, wystąpić przed fotoreporterami i dać krótki wywiad. Jeszcze przed osiemnastą za kulisami przed koncertem krótkie próby, przygotowania i w końcu chłopcy mogli wyjść na scenę i dać z siebie wszystko. Zaśpiewali swoje najlepsze kawałki i oczywiście najnowszą piosenkę z mini albumu. 
Obserwowałam ich zza kulis i podziwiałam ciężką pracę jaką wkładali oraz serce. Byli niesamowici i tacy pewni siebie, kiedy śpiewali. Zwłaszcza SooHyun. On to jakby urodził się na scenie. Był wspaniały i miał piękny głos.
Po koncercie pojechaliśmy prosto do hotelu, gdzie chłopcy od razu zmęczeni poszli spać. Ja też nareszcie mogłam odpocząć i tym razem bez problemu zasnęłam.
Podróż do Hong Kongu szybko zleciała. I było prawie tak samo jak w Tajlandii. Próby, spotkania, wywiady, koncert i hotel a potem lot do Japonii. Tam chłopcy mieli dać aż trzy koncerty. W Tokyo, Osace i Kioto.
To nie był mój pierwszy raz, kiedy byłam w tym pięknym Kraju Kwitnącej Wiśni. Na szczęście tu U-KISS mieli 'trochę' więcej czasu wolnego. Nie wiedziałam, jak wytwórnia czy managerowie sporządzają im grafik, ale mogliby im również wcześniej dać więcej wolności, a nie tylko w Japonii. No, ale cóż... dobre i to. Przynajmniej dla nich.
Im bliżej byliśmy koncertu w Korei tym bardziej czułam smutek wiedząc, że już niedługo będę musiała ich opuścić. Z nimi człowiek się ani nie nudził ani nie potrafił smucić. Choć ciężko pracowali i wiadomo, że w każdej grupie bywały i zgrzyty to mimo wszystko atmosfera była bardzo przyjazna.

W końcu nadszedł ostatni dzień mojej pracy a dla nich był to ostatni koncert w Korei by promować swój mini album. Czułam lekkie zdenerwowanie, gdyż nie wiedziałam jak mam się z nimi pożegnać, bo zawsze przy takich sytuacjach płakałam mimo wszystko. Nie lubiłam żegnać się z kimkolwiek na już na dłuższą metę czy w tym przypadku - już na zawsze.
Wczesnym popołudniem przyjechaliśmy na salę koncertową. Kilka godzin wcześniej przed występem i jak zwykle nie obyło się jeszcze bez kilka prób. Jakąś godzinę później chłopcy zostali zawołani by poszli do garderoby, aby zostać przygotowanym do koncertu. W pewnej chwili dostrzegłam, że brakuje jednego. Rozglądałam się dookoła szukają lidera, ale nigdzie go nie dostrzegłam. W końcu manager kazał mi bym go poszukała, więc zaczęłam odwiedzać wszystkie pomieszczenia, w których mógł być, a było ich wiele.
Skręcając w kolejny korytarz dobiegł mnie dźwięk pianina z któregoś pomieszczenia. Stanęłam w progu wreszcie znajdując SooHyuna, który grał z widoczną pasją. Cicho podeszłam do niego nie chcąc by przerywał, ale nagle odwrócił się do mnie trochę zaskoczony.
- Temari...
- Zniknąłeś. Manager kazał mi cię poszukać. - Wyjaśniłam, delikatnie się uśmiechając do chłopaka. - Grasz przed koncertem?
Kiwnął głową. Dostrzegłam, że jego dłonie lekko drżą.
- Stało się coś? - Zapytałam zmartwiona siadając obok niego. Wcześniej nie widziałam, by mu trzęsły się ręce. - Sunbae...
- Nic. Trochę... się denerwuję. - Odparł uśmiechając się ciepło, ale nie spojrzał na mnie. Wlepiał swój wzrok w klawisze nieco zamyślony. Patrzyłam na niego troskliwie, nie wiedząc jak by dodać mu otuchy i pewności siebie. Zawsze byłam kiepska w pocieszaniu, bo nigdy nie wiedziałam, co mam mówić.
- Zagraj coś. - Powiedziałam chcąc przerwać tą ciszę. Lider spojrzał na mnie wyrwany ze swoich myśli.
- Huh?
- Zagraj coś. - Powtórzyłam uśmiechając się przyjaźnie. Może to mu pomoże w odzyskaniu pewności siebie i złagodzi jego nerwy. - Albo zaśpiewaj. Albo jedno i drugie.
Patrzył na mnie jeszcze przez chwilę w osłupieniu, ale zaraz położył palce na klawiszach i zaczął grać piękną, wolną melodię. Jednak po chwili nagle przerwał i westchnął cicho.
- SooHyun... Co jest? - Zapytałam coraz bardziej zmartwiona jego stanem.
- Zaśpiewasz ze mną? - Spojrzał na mnie, a jego oczy mówiły, że bardzo potrzebuje czyjegoś wsparcia. I choć piosenkarką nie byłam, to dla niego bez dłuższego zastanowienia się zgodziłam się kiwając lekko głową.
- Którą piosenkę? - Spytałam, a starszy w tym czasie wertował kartki by znaleźć jakiś tekst dla mnie.
- Może tą? - Pokazał mi kawałek papieru, na którym widniały nuty i słowa piosenki.
- Okay. To graj. - Powiedziałam cicho zachęcając go.
Znów położył swoje palce na klawiszach i zaczął grać, a ja trochę obawiałam się, kiedy przyjdzie czas na rap, ale miałam nadzieję, że z pomocą SooHyuna jakoś damy radę. Jeszcze ułatwieniem dla mnie było, że to piosenka w japońskiej wersji, gdyż ten język jakoś łatwiej mi było czytać a tym bardziej po romanizacji.
W końcu zaczęłam śpiewać razem z sunbae.

~ Yume o mita ano hi kara
Shoonen no mama kawarazu
Otona ni natta ima mo
Soba ni kimi o kanjite iru

Sukoshi fuan ni natte
Uchi konda rishita toki ni wa
Egao de itsumo 'Que sera sera' to
Utatte kureta yo ne

[ref]
Koko ni iru yo
Kikoeru kai?
Don'na ni tooku hanarete shimatte mo
Koe no kagiri chikara no kagiri kimi ni todoketai
Hikari abite... kagayaku tame

[rap]
Hare no hi wa kimi to warai aitai
Ame no hi wa futari katari aitai
You are the only one
Son'na son zai hoka ni wa inai.

[rap]
Aserazu ni yukkuri
Beacuse we share one dream
Itsuka kitto sekai juuni
Tada step by step like one, two, three

Shinjirarenaku natte
Nigedashitaku naru to hitori
Kimi no chisana gattsu poosu o
Sotto omoidasu nda

[ref]
Koko ni iru yo
Kikoeru kai?
Kon'na ni tooku kite shimatta keredo
Yume no tsuzuki akiramezu ni kimi todoke to negau
Itsu no hi ni ka (itsu no hi ni ka)
Mata aeru yo

[rap]
Kujike-soo demo again and again
No pain no gain mirai e tsunage
Namida wa itsuka niji ni kawari
Tsubomi kara o hana ga mebaeru

Moo naki goto nante iwanai
Tachidomatteru hima wa nai
Hora, mata aratana kyoo ga... hajimaru

Kikoeru kai don'na ni tooku hanarete shimatte mo
Koe no kagiri chikara no kagiri kimi ni todoketai

Kikoeru kai kon'na ni tooku kite shimatta keredo
Yume no tsuzuki akiramezu ni kimi ni todoke to negau
Itsuno hi ni ka (itsu no hi ni ka)
mata aeru yo....

Ooooh  ooh ooh
Whoaaa, whoaah~



U-KISS - A shared dream  (japan version)
(słowa wzięte z tekstowo.pl)


Mam nadzieję, że się podobało. Jeśli tak - zostaw komentarz! Będę bardzo wdzięczna, bo nie wiem, czy mam dalej pisać :( 
I oczywiście dziękuje Wam za wszystkie komentarze!
Pozdrawiam! ^.^


Hwaiting~!